Marcello Natali pracował w szpitalu w miejscowości Codogno w Lombardii.
W jednym z ostatnich wywiadów, jakie udzielił przed testem na obecność koronawirusa, powiedział portalowi Euronews, że z powodu braku środków ochrony musiał pracować bez rękawiczek. - Skończyły się - tłumaczył.
Polska i świat walczą z koronawirusem - relacja
Natali powiedział również, że w Codogno i w pobliskim Casale 14 z 35 lekarzy było albo hospitalizowanych, albo objętych kwarantanną.
- Nie jestesmy przygotowani na epidemię. Jako lekarze ery postantybiotykowej dorastaliśmy w przekonaniu, że pigułka pomoże na wszystko - mówił.
U zarażonego lekarza stwierdzono obustronne zapalenie płuc. Został przewieziony najpierw do Cremony, potem do Mediolanu, ale jego stan był krytyczny i nie udało się go uratować.
Śmierć Natalego potwierdził przedstawiciel włoskiej federacji Lekarzy Ogólnych, który sam cierpi na obustronne zapalenie płuc.
- To wojna - ocenia.
regionalna sekretarz Federacji, Paola Pedrini, powiedziała Euronews, że tylko w prowincji Bergamo, niezwykle ciężko dotkniętej epidemią, na 600 lekarzy 110 jest chorych.
- Od końca lutego sytuacja się nie poprawia. Dostaliśmy maski, zestawy rękawiczek, nic więcej. Maseczka, która może służyć najwyżej pół dnia, nam musi służyć przez tydzień - mówiła.
We Włoszech potwierdzono ponad 35,7 tys. zakażeń. Zmarło 2978 osób.