Reklama

Rewolucja w brytyjskiej prasie

„i” – tak nazywa się pierwsza od 24 lat nowy dziennik na Wyspach. By ratować się przed upadkiem, prestiżowy „Independent” stworzył wersję light

Publikacja: 26.10.2010 21:38

Pierwszy numer „i” ukazał się we wtorek. Liczy 56 stron, ma formę tabloidu i kosztuje tylko 20 pensów, a nie funta jak „Independent” i kilka innych dzienników. Jest niczym innym jak streszczeniem wszystkich wiadomości z „Independenta” – podanych w lekkiej formie i z mnóstwem dużych, kolorowych zdjęć.

– Filozofia redaktora naczelnego „i” jest taka, że ludzie nie mają czasu czytać i po gazetę sięgają jedynie w pociągu czy autobusie, jadąc do pracy. Właśnie do takich osób skierowany jest „i”. Jego twórcy wręcz używają okropnego terminu, który praktycznie nie jest dziś używany "time-poor" – mówi „Rz” brytyjski kulturoznawca Ellis Cashmore. On sam przez wiele lat był wiernym czytelnikiem „Independenta”, ale nowa wersja bardzo mu się podoba. – W dodatku kosztuje 20 pensów. Dzięki niemu „Independent” chce odzyskać swoich czytelników. Jego nakład – jak wszystkich krajowych gazet – drastycznie spadł. Już dawno mówiło się, że może kiedyś upaść – mówi.

Dlatego „Independent” poszedł śladem tabloidów, które mimo kryzysu na rynku prasy mają się nieźle. „The Sun” – największy z nich – ma dziś aż dwa miliony nakładu.

Lewicowy „Independent” powstał w 1986 roku i od lat borykał się z problemami. Nigdy nie udało mu się odebrać czytelników konkurencyjnego „Guardiana”, który zawsze miał się o wiele lepiej.

Zadłużoną na 1,3 mld euro gazetę, z nakładem 180 tys. egzemplarzy, wiosną tego roku kupił rosyjski miliarder. Aleksandr Lebiediew zapłacił za nią tylko symbolicznego funta.

Reklama
Reklama

– Czytelnicy, zwłaszcza dojeżdżający do pracy, od lat pisali nam, że są bombardowani informacjami, a nie mają czasu ich przeczytać – mówił dyrektor zarządzający „Independenta” Andrew Mullins, tłumacząc decyzję o powołaniu do życia „i”. Jak twierdzą brytyjscy komentatorzy, gazeta liczy przede wszystkim na przyciągnięcie młodych czytelników.

Czy „i” uratuje „Independenta”? Jak wynika ze statystyk, czytelnictwo wśród Brytyjczyków drastycznie spada. Od połowy lat 90. aż o 20 procent. „Gazety są na wymarciu. Moja mama jest jedyną osobą, jaką znam, która wciąż kupuje codzienną gazetę. Po co? Przez 24 godziny na dobę mamy wiadomości w Internecie” – pisze internauta Tim na stronie Sky News.

„Guardian” napisał w komentarzu, że pojawienie się „i” to przypadek „gazetowego kanibalizmu”. I że wątpi, by młode pokolenie wróciło do czytania gazet drukowanych.

– W Wielkiej Brytanii w ogóle jest za dużo gazet codziennych. Na 60 milionów mieszkańców jest ich aż 12. Do tego dochodzi około 1000 gazet lokalnych – mówi Cashmore. Jego zdaniem z czasem zagrożony może być „Daily Telegraph”, który dziś ma nakład ponad 800 tys. egzemplarzy (dla porównania „The Times” – ponad 600 tys., a „Guardian” 350 tys.). – On jest czytany głównie przez starszych ludzi. Gdy to pokolenie umrze, trzeba będzie zadbać o młodszych czytelników. A młodzi nie są zainteresowani ani „Daily Telegraph”, ani gazetami w ogóle – mówi Cashmore.

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1457
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1456
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1455
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1454
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama