"Rzeczpospolita": Jakie czynniki decydują o tym, że powstaje ruch oporu?

Dr Mateusz Laszczkowski: Najczęściej dochodzi do sprzężenia różnych czynników, rzadko kiedy można określić jedną przyczynę. Na Białorusi do zamieszek nie doprowadziły wybory. One były takim katalizatorem uczuć, emocji. Za masowym wystąpieniem przeciwko reżimowi Łukaszenki stoi cała masa różnych problemów, doświadczeń, postulatów i cierpień.

Co sprawia, że ludzie potrafią się ze sobą w taki sposób połączyć?

Emocje, symbol. Oni też różnią się od siebie, ale impuls jednoczy ich pomimo różnorodnych tożsamości, postulatów, wizji. Daje rewolucyjną energię i jest najbardziej demokratycznym aspektem sprzeciwu. Później przychodzi moment, w którym trudno tę energię zachować, bo gdzieś ją trzeba skanalizować . Zazwyczaj wtedy podejmowane są próby nadania ruchowi jakiejś formy – na przykład partii politycznej – co często dla większości zwolenników jest rozczarowaniem. To, co ich do tej pory „kręciło”, to właśnie energia procesu, rewolucji. W momencie strukturyzacji, traci się ją i różnice zaczynają się wykluczać. Nie jest to oczywiście tendencją każdego ruchu.

Jak na przestrzeni lat zmieniały się ruchy społeczne?

W naukach społecznych nastąpiła pewnego rodzaju ewolucja w ich postrzeganiu. Kiedyś określaliśmy je jako zorganizowane podmioty, skupione wokół konkretnej sprawy albo tożsamości, z pewną strukturą, kierownictwem, sformalizowanym mniej lub bardziej procesem decyzyjnym. W latach dziewięćdziesiątych, czy w pierwszych latach XXI wieku, zaczęto używać metafory sieci, dostrzegając, że wokół ruchów społecznych zbierały się różne inicjatywy o charakterze zdecentralizowanym. Teraz mówimy o metaforze kłącza. Ruchy społeczne rozwijają się obecnie dość spontanicznie, później „kiełkują” w wielu miejscach jednocześnie w sposób niespodziewany, rozwijają się w różnych kierunkach i nie mają rdzenia – struktury decyzyjnej. Są o wiele bardziej spontaniczne. Tak funkcjonują te najgłośniejsze w ostatnich latach ruchy. To, co się dzieje na Białorusi może mieć podobny charakter.

Czy ruchy oporu mają jakieś cechy wspólne?

Wydaje mi się, że jednak każdy z nich jest inny. Ale tym, na co można wskazać, jako cechy, które odróżniają ruch od organizacji, czy partii, jest właśnie spontaniczność i oddolność. Jak samo słowo wskazuje, „ruch” jest czymś dynamicznym, jest bardziej „dzianiem się” niż ustaloną strukturą. W tym sensie „ruch” nie musi nawet mieć wyraźnie sprecyzowanego programu. Z natury jest czymś przejściowym, choć może mieć trwałe efekty i z reguły do nich dąży.

Co decyduje o jego skuteczności, powodzeniu?

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Warto się zastanowić, co można uznać za sukces ruchu społecznego, czy ruchu oporu. Weźmy pod lupę ruch "Occupy Wall Street". Z jednej strony można powiedzieć, że nie osiągnął swoich celów – nie obalił kapitalizmu, rozpadł się. Ale sukcesem ruchu społecznego jest przede wszystkim to, w jaki sposób zmienia on świadomość, czy umożliwia powstanie kolejnych, podobnych inicjatyw, czy jest o nim głośno. I pod tym względem ruch "Occupy Wall Street" osiągnął sukces, ponieważ odbił się na świadomości i jest pewnym punktem odniesienia. Tak więc o sukcesie ruchów oporu świadczy to, czy tworzą ferment, z którego może powstać coś nowego. W kontekście Białorusi wiele osób myśli dosyć zero-jedynkowo – jeśli Białorusini obalą reżim, to odniosą sukces, a jeśli nie – przegrają. Ale to nie jest do końca słuszne. Reżim może przetrwać, ale Białorusini się zmienią, zaczną się inaczej organizować, uwierzą, że możliwe są rzeczy, które kiedyś takie nie były. Z drugiej strony można obalić reżim i stworzyć kolejny – to by była klęska.

W ostatnim wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Paweł Kowal mówił, że Białorusini nie zmienią kraju bez pomocy z zewnątrz.

Nie możemy wyobrażać sobie jakiegokolwiek kraju jako odosobnionego podmiotu. Żaden, może poza Koreą Północną, nie jest odizolowany od świata. Białorusini mają wiedzę i wyobrażenia na temat życia w innych krajach, i to pewnie też jest jeden z czynników składających się na obecne protesty. Wydaje mi się jednak, że również wśród Białorusinów jest wiele wizji przyszłości. Nie mamy tam do czynienia z homogeniczną opozycją, w której wszyscy myślą tak samo. W zależności od tego, jak wyglądałaby wizja zmiany, te postulaty pewnie wiązałyby się z pomocą sojuszników z zagranicy. Białorusini potrzebują wsparcia. Ale to nie jest tak, że „my”, w Polsce czy gdziekolwiek na świecie, mamy gotowy, jedyny słuszny model tego, jak „naprawić” Białoruś. W sytuacji zmiany na Białorusi – jak gdziekolwiek indziej – będą się ze sobą ścierały rozmaite wizje i projekty, i wszystkie będą w taki czy inny sposób powiązane z ideami, wyobrażeniami, czy bardziej namacalnymi formami wsparcia pochodzącymi z „zewnątrz”. Świat jest zbyt złożony, by takie procesy przebiegały w izolacji.