Przed przyjęciem nominacji przez Bidena o swoim ojcu opowiadały jego dzieci - Ashley i Hunter.

- Chcemy powiedzieć wam, jakim prezydentem będzie nasz tata. Będzie twardy. I uczciwy. Opiekuńczy i pryncypialny. Będzie słuchał, będzie przy was, gdy będziecie go potrzebowali. Powie wam prawdę, nawet jeśli nie będziecie chcieli jej wysłuchać. Nigdy was nie zawiedzie - przekonywały we wspólnym wystąpieniu dzieci Bidena.

- Był świetnym ojcem i sądzimy, że będzie świetnym prezydentem - podkreślali Ashley i Hunter Bidenowie.

- Obecny prezydent pogrążył Amerykę w ciemności na zbyt długo - mówił Biden wygłaszając tzw. mowę akceptacyjną.

Były wiceprezydent, w administracji Baracka Obamy dodał, że Amerykanie "zjednoczeni mogą przezwyciężyć czas ciemności w Ameryce".

- Za dużo gniewu, za dużo strachu, za dużo podziałów. Tu i teraz daję wam słowo: jeśli zaufacie mi z prezydenturą, wydobędę z nas to co najlepsze, a nie to, co najgorsze. Będę sojusznikiem światła, nie ciemności. Przyszedł czas na nas - na naród - byśmy byli razem - podkreślił Biden.

Biden stwierdził też, że w przypadku reelekcji Trumpa, będzie on takim samym prezydentem jak przez cztery ostatnie lata. I spytał, czy Amerykanie chcą tego właśnie dla swoich dzieci.

- Trump nie bierze odpowiedzialności i podsyca płomień nienawiści i podziałów - stwierdził były wiceprezydent USA.

Biden dodał, że w czasie drugiej kadencji Trump "będzie budzić się codziennie wierząc, że w tej pracy (byciu prezydentem - red.) chodzi tylko o niego, nie o was".

- Czy takiej Ameryki chcecie dla siebie, dla swojej rodziny, dla swoich dzieci? - pytał Biden. - Ja widzę to inaczej - jako (prezydenturę) szczodrą i silną, bezinteresowną i pokorną. To Ameryka, którą możemy odbudować razem - dodał.

Biden podziękował też byłemu prezydentowi Barackowi Obamie (był wiceprezydentem w jego administracji) mówiąc, że był on "wielkim prezydentem". Jak stwierdził dzieci mogą brać przykład z Obamy, a nie mogą tego robić w przypadku Trumpa.

Biden skrytykował Trumpa za sposób w jaki radzi sobie z epidemią koronawirusa SARS-CoV-2 w USA. Zapowiedział, że jego podejście do walki z COVID-19 będzie inne, a o Trumpie mówił, iż ten "nie wywiązał się z podstawowego obowiązku" - ochrony Amerykanów przed wirusem.

Kandydat na prezydenta Partii Demokratycznej zapowiedział, że w ramach walki z koronawirusem udostępni szeroko szybkie testy i uruchomi produkcję odzieży ochronnej w USA "aby Stany Zjednoczone nigdy nie były zależne od łaski Chin i innych obcych państw". Dodał, że upewni się czy szkoły mają zasoby potrzebne do ich ponownego otwarcia i "odłoży politykę na bok" zasięgając rad u ekspertów z dziedziny ochrony zdrowia.

Biden zapowiedział także wprowadzenie obowiązku noszenia masek w miejscach publicznych w USA. Jak dodał należało to zrobić na samym początku.

Zwracając się do młodych wyborców Biden pochwalił ich za ich aktywność. - Mówią o nierówności, niesprawiedliwości jaka wyrosła w Ameryce. Ekonomicznej niesprawiedliwości. Rasowej niesprawiedliwości. Środowiskowej niesprawiedliwości. Słyszę ich głosy. Jeśli posłuchacie, też ich usłyszycie - mówił.

Jego zdaniem młodzi zaktywizowali się ze względu na "egzystencjalne zagrożenie stwarzane przez zmiany klimatyczne", a także "codzienny strach o to, że zostaną zastrzeleni w szkole i niemożność zdobycia pierwszej pracy". - Będzie pracą kolejnego prezydenta odnowa obietnicy Ameryki dla każdego - stwierdził były wiceprezydent.

Biden zakończył swoje przemówienie wzywając Amerykanów do działania przed listopadowymi wyborami prezydenckimi, aby "zjednoczyli się w miłości do siebie".

- Ponieważ miłość jest potężniejsza niż nienawiść. Nadzieja jest potężniejsza niż świat, a światło jest potężniejsze niż ciemność. To nasza chwila. To nasza misja - stwierdził.

Biden dodał, że chciałby, aby w historii dzień jego nominacji prezydenckiej zapisał się jako dzień, gdy "rozpoczął się koniec amerykańskiej ciemności" i dzień, w którym "nadzieja i światło dołączyły do bitwy o duszę narodu".

- I wygramy tę bitwę, wygramy ją razem - podsumował.