Wczoraj ministerstwo spraw zagranicznych poinformowało, że ksiądz uprowadzony przez separatystów w Doniecku nie jest Polakiem, ale ma polskie korzenie. Informację podał również na Twitterze rzecznik MSZ Marcin Wojciechowski.

Porwany w Doniecku ksiądz jest obywatelem Ukrainy. Rola Polski i jej instytucji w tej sprawie drugoplanowa i pomocnicza.

Resort spraw zagranicznych przyznał także, że Polska zaangażowała się w pomoc w poszukiwaniach księdza. Rzecznik MSZ poinformował, że sprawą zajmuje się polski konsulat w Charkowie, który nadzoruje obecnie region Donbasu.

Wcześniej Polskie Radio i RMF informowały o tym, że w Doniecku został porwany polski ksiądz Wiktor Wąsowicz.

Został on zatrzymany na jednym z posterunków kontrolnych przy wyjeździe z miejscowości Gorłówka. Jechał odprawić mszę świętą.

Jak dowiedziało się radio RMF, za porwaniem duchownego stoi najprawdopodobniej rosyjski terrorysta Igor Bezler, pseudonim Bies, czyli Diabeł. Aktywnie uczestniczył on w trwających na Ukrainie walkach, zajmował budynki rządowe m.in. w Doniecku.

Według informacji RMF, "Bies" ma już na koncie kilka uprowadzeń. Wiele razy deklarował, że będzie zabijał zakładników, jeżeli druga strona nie spełni jego żądań.

Jak przyznaje biskup pomocniczy diecezji charkowsko-zaporoskiej Kościoła katolickiego na Ukrainie Jan Sobiło, władze Kościoła Rzymskokatolickiego na Ukrainie wciąż nie mają żadnych informacji na temat porwanego księdza. Żadna z działających w tym regionie grup separatystów nie przyznała się dotychczas do porwania duchownego.