Ukraińcy atakują miasto od zachodu. W dwóch dzielnicach walczą o każdy dom. Na wschód od miasta na przemian atakują jedna i druga strona: separatyści chcą ponownie otworzyć sobie drogę do Ługańska i Rosji przeciętą przez Ukraińców – ci zaś bronią się zajadle.
W stepach na północ od Doniecka rosyjskie grupy dywersyjne wysadzają linie kolejowe prowadzące w głąb Ukrainy, by odciąć transport posiłków do oddziałów na miejscu. O dziwo, dworzec kolejowy w Doniecku cały czas działa.
Drugie największe miasto regionu, Ługańsk, otoczone jest przez ukraińskie oddziały. Już połowa z pół miliona mieszkańców ewakuowała się „zielonymi korytarzami" utworzonymi przez armię. W samym mieście nie ma prądu, wody, nie działają telefony, nikt nie wywozi śmieci, gdyż miejskie służby nie mają paliwa do samochodów. Chleb sprzedawany jest mieszkańcom z ciężarówek, nie działają sklepy i bazary. Zdumiewające, ale cały czas czynne są niektóre... księgarnie.
Rosyjski minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow wysłał w poniedziałek list do ONZ, OBWE, Rady Europy i Międzynarodowego Czerwonego Krzyża z wezwaniem do zorganizowania „międzynarodowej misji humanitarnej" z pomocą dla mieszkańców wschodniej Ukrainy. Kijów nazwał propozycję Ławrowa „cyniczną". Ale na wniosek Rosji Rada Bezpieczeństwa ONZ zajęła się sprawą wysłania konwojów z pomocą humanitarną (rosyjską, ale pod egidą Czerwonego Krzyża) do Ługańska i Doniecka. – To dość ironiczne, że Rosja zwołuje nadzwyczajne posiedzenie Rady, by omawiać kryzys humanitarny, który sama stworzyła – zauważył cierpko ambasador Wielkiej Brytanii Mark Lyall Grant. Rada nie poparła Rosji.
Jeszcze w zeszłym tygodniu ukraińscy żołnierze zauważyli w pobliżu granicy kolumnę 30 rosyjskich pojazdów wojskowych oznakowanych jako „misja pokojowa". Obecnie część zachodnich polityków zaczyna przestrzegać, że Rosja może wkroczyć na Ukrainę pod pozorom prowadzenia „misji humanitarnej" lub „pokojowej". – To będzie po prostu agresja – powiedział w środę jeden z ukraińskich polityków Juryj Zubko. – Te wojska, które od pięciu miesięcy stoją na naszej granicy, trudno nazwać siłami pokojowymi.
Ukraińscy wojskowi już od dwóch tygodni informują, że prawie co noc są ostrzeliwani przez granicę przez rosyjską artylerię i wyrzutnie rakiet. Rosyjska armia nawet nie kryje się z tym, co robi, doskonale wiedząc, że Ukraińcy nie mogą odpowiedzieć. Szczególnie intensywnie Rosjanie atakują oddziały zajmujące pozycje przy granicy na drogach prowadzących z Doniecka do Rosji. Z wtorku na środę ostrzeliwali rejon pięciu ukraińskich wsi i dwóch przejść granicznych.
Nie krępując się względami dyplomatycznymi, sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen nazwał sytuację na Ukrainie „rosyjską agresją". W artykule dla „Financial Times" napisał : „Porządek światowy powstały po zakończeniu zimnej wojny jest obecnie zagrożony". Na Zachodzie przyznają jednak, że nie są przygotowani na ewentualną rosyjską agresję i nikt nie wie, jak w takiej sytuacji reagować. „UE i USA z pewnością nie wypowiedzą wojny Rosji – Putin też o tym wie. Powinien jednak zdawać sobie sprawę, że po jawnym wkroczeniu na Wschodnią Ukrainę Zachód nie będzie mógł utrzymywać normalnych relacji z Rosją – napisała w środę niemiecka „Süddeutsche Zeitung". – I nie ma znaczenia, czy (Rosjanie) przekroczą granicę pod płaszczykiem sił pokojowych czy jako armia okupacyjna".