Premier Beniamin Netanjahu nie zamierza dłużej tolerować, jak twierdzi, „sabotowania prac rządu" przez swego koalicjanta, partię Jesz Atid (Jest Przyszłość) i jest zdecydowany rozpisać nowe wybory parlamentarne. Odbędą się najprawdopodobniej wiosną przyszłego roku. Ich zwycięzcą i nowym premierem może być znów Netanjahu.
Dzieje się to w sytuacji narastającego napięcia politycznego w Izraelu, zamachów terrorystycznych, przygotowań Palestyńczyków do nowego powstania, fiaska rozmów pokojowych pod egidą USA oraz w chwili, gdy coraz więcej państw świata traci cierpliwość, uznając państwo palestyńskie w nadziei, że skłoni to Izrael do poważnych negocjacji pokojowych.
– To wszystko stanowi jedynie tło obecnego konfliktu w łonie rządu – tłumaczy „Rz" Bar Schmuel z izraelskiego Instytutu Polityki i Strategii.
Netanjahu stoi na czele utworzonej niemal dwa lata temu koalicji składającej się z kilku ugrupowań. Od samego początku mają problemy ze znalezieniem wspólnej płaszczyzny działania pod kierunkiem premiera oraz jego ugrupowania Likud, ściśle współpracującego z nacjonalistyczną partią Israel Beitenu (Nasz Dom Israel) i wspieranego przez rzeszę imigrantów z Rosji. Centrowa Jesz Atid zdobyła popularność, prezentując program ulg podatkowych dla klasy średniej. Prawicowe ugrupowanie Habayit HaYehudi (Dom Żydów) ma swój elektorat wśród izraelskich osadników na Zachodnim Brzegu. Z kolei partia Hatnua zebrała głosy obywateli opowiadających się za negocjacjami pokojowymi z Palestyńczykami.
Konflikt w rządzie zaostrzył się w chwili przedstawienia kilka dni temu propozycji nowej ustawy uznającej Izrael za „państwo narodu żydowskiego". Jest to pomysł Netanjahu, który ma mu zjednać zwolenników w szeregach ortodoksyjnych wyborców. Ustawa nie definiuje w zasadzie na nowo Izraela jako historycznej ojczyzny narodu żydowskiego, co zapisano już w Deklaracji niepodległości z 1948 roku. Krytycy widzą jednak w projekcie ustawy zagrożenie dla demokratycznego charakteru państwa żydowskiego poprzez dalszą alienację mniejszości arabskiej, a więc jednej piątej obywateli Izraela. Miałby się w niej znaleźć, ciągle dyskutowany, zapis o pozbawieniu arabskiego statusu języka urzędowego.