Reklama
Rozwiń
Reklama

Premier Netanjahu myśli o kolejnej kadencji

Nieuniknione przedterminowe wybory w Izraelu niczego nie zmienią w najważniejszej dla państwa żydowskiego sprawie wojny lub pokoju.

Publikacja: 03.12.2014 01:00

Beniamin Netanjahu (z prawej) w czasie niedawnego posiedzenia Knesetu

Beniamin Netanjahu (z prawej) w czasie niedawnego posiedzenia Knesetu

Foto: PAP/EPA

Premier Beniamin Netanjahu nie zamierza dłużej tolerować, jak twierdzi, „sabotowania prac rządu" przez swego koalicjanta, partię Jesz Atid (Jest Przyszłość) i jest zdecydowany rozpisać nowe wybory parlamentarne. Odbędą się najprawdopodobniej wiosną przyszłego roku. Ich zwycięzcą i nowym premierem może być znów Netanjahu.

Dzieje się to w sytuacji narastającego napięcia politycznego w Izraelu, zamachów terrorystycznych, przygotowań Palestyńczyków do nowego powstania, fiaska rozmów pokojowych pod egidą USA oraz w chwili, gdy coraz więcej państw świata traci cierpliwość, uznając państwo palestyńskie w nadziei, że skłoni to Izrael do poważnych negocjacji pokojowych.

– To wszystko stanowi jedynie tło obecnego konfliktu w łonie rządu – tłumaczy „Rz" Bar Schmuel z izraelskiego Instytutu Polityki i Strategii.

Netanjahu stoi na czele utworzonej niemal dwa lata temu koalicji składającej się z kilku ugrupowań. Od samego początku mają problemy ze znalezieniem wspólnej płaszczyzny działania pod kierunkiem premiera oraz jego ugrupowania Likud, ściśle współpracującego z nacjonalistyczną partią Israel Beitenu (Nasz Dom Israel) i wspieranego przez rzeszę imigrantów z Rosji. Centrowa Jesz Atid zdobyła popularność, prezentując program ulg podatkowych dla klasy średniej. Prawicowe ugrupowanie Habayit HaYehudi (Dom Żydów) ma swój elektorat wśród izraelskich osadników na Zachodnim Brzegu. Z kolei partia Hatnua zebrała głosy obywateli opowiadających się za negocjacjami pokojowymi z Palestyńczykami.

Konflikt w rządzie zaostrzył się w chwili przedstawienia kilka dni temu propozycji nowej ustawy uznającej Izrael za „państwo narodu żydowskiego". Jest to pomysł Netanjahu, który ma mu zjednać zwolenników w szeregach ortodoksyjnych wyborców. Ustawa nie definiuje w zasadzie na nowo Izraela jako historycznej ojczyzny narodu żydowskiego, co zapisano już w Deklaracji niepodległości z 1948 roku. Krytycy widzą jednak w projekcie ustawy zagrożenie dla demokratycznego charakteru państwa żydowskiego poprzez dalszą alienację mniejszości arabskiej, a więc jednej piątej obywateli Izraela. Miałby się w niej znaleźć, ciągle dyskutowany, zapis o pozbawieniu arabskiego statusu języka urzędowego.

Reklama
Reklama

Zastrzeżenia zgłosił także prezydent Reuven Rivlin. – Autorzy Deklaracji niepodległości zadbali o to w swej mądrości, aby Arabowie w Izraelu nie musieli czuć się tak jak Żydzi na obczyźnie – argumentował, przypominając, że deklaracja gwarantowała „całkowitą równość" wszystkim obywatelom państwa żydowskiego.

Projekt ustawy wywołał sporo kontrowersji w rządzie. Jego członkowie z ramienia Jesz Atid, ugrupowania kierowanego przez ministra finansów Jaira Lapida, nie poparli projektu premiera. Ten z kolei nie chce nic słyszeć o sztandarowym pomyśle swego ministra finansów, jakim jest zwolnienie od podatku VAT nabywców domów, jeżeli zakupu tego rodzaju nieruchomości dokonują po raz pierwszy.

– Szanse na porozumienie są znikome. Nowe wybory wydają się nieuniknione – zapewnia „Rz" Benji Golberg z Jesz Atid.

Izraelskie media nie mają co do tego żadnych wątpliwości. – Rząd doszedł do kresu. Jego koniec jest jedynie kwestią czasu – pisał wczoraj „Jediot Achronot".

Nikt w Izraelu nie ma wątpliwości, że kolejnym premierem będzie Beniamin Netanjahu. I to po raz czwarty. Taki jest układ sił politycznych w państwie żydowskim. Prawicowy Likud zawsze może skorzystać z oferty współpracy ugrupowań ortodoksyjnych. Religijna partia Szas zgłasza już gotowość współpracy z Netanjahu. Nie wiadomo jednak, jaką cenę wyznaczy.

Rzecz w tym, że premier wspiera projekt objęcia obowiązkową służbą wojskową ultraortodoksyjnych żydów. Opierając się na orzeczeniu Sądu Najwyższego, rząd wstrzymał kilka miesięcy temu finansowanie jesziw, czyli wyższych szkół religijnych, jeżeli ich uczniowie uchylają się od służby wojskowej. Wywołało to gwałtowne protesty całego środowiska liczącego już 12 proc. społeczeństwa Izraela. Sprzeciwia się ono od lat cofnięciu przywileju zwolnienia od służby wojskowej, który ortodoksi otrzymali w rok po utworzeniu Państwa Izrael.

Reklama
Reklama

Ale Netanjahu ma jeszcze jeden problem w postaci stopniowej utraty zaufania. Z badań opinii publicznej opublikowanych kilka dni temu przez dziennik „Haaretz" wynika, że zadowolonych z działań premiera jest obecnie 38 proc. społeczeństwa. W sierpniu tego roku, po zakończeniu operacji militarnej w Strefie Gazy, Netanjahu miał 77 proc. poparcia. Dzisiaj 47 proc. obywateli jest zdania, że powinien ustąpić, tworząc miejsce dla polityka młodszego pokolenia.

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1454
Świat
Tym otruto Aleksieja Nawalnego. Czym jest toksyna żaby drzewołazowatej?
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1453
Świat
Islam w Europie, brutalna diagnoza. Europejski laicyzm przegrywa?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama