Korespondencja z Brukseli
Eurodeputowani znaleźli się pod dużą presją. Będą musieli znaleźć równowagę między prawem obywatela do prywatności a oczekiwaniem większej kontroli w celu zwalczania terroryzmu. Od 2011 r. debatują nad nowymi przepisami o gromadzeniu przez linie lotnicze i udostępnianiu władzom pełnych danych pozyskanych od pasażerów. Budzą one niepokój nie tylko eurodeputowanych, ale też unijnego sądu w Luksemburgu, który uważa, że zbieranie wszystkich danych i ich bezwarunkowe przekazywanie władzom jest nieuzasadnione.
- Takie podejście rządzących odciąga uwagę od instrumentów faktycznie potrzebnych dla zwiększenia bezpieczeństwa i zmniejszenia zagrożenia terrorystycznego. Daje obywatelom fałszywe poczucie bezpieczeństwa, kosztem ich wolności obywatelskich - uważa Jan Philipp Albrecht, eurodeputowany Zielonych.
- W przypadku ataków w Paryżu nawet gdyby przepisy istniały, w niczym by to nie pomogło - mówi "Rzeczpospolitej" Yves Pascouau, ekspert brukselskiego think tanku European Policy Centre. Ich sprawcy to bowiem mieszkańcy paryskich przedmieść, których można było namierzyć bez śledzenia nazwisk pasażerów, rodzaju zjadanych przez nich posiłków, czy numerów użytych do rezerwacji kat kredytowych.
Więcej w tabletowym wydaniu "Rzeczpospolitej" o 21 oraz w jutrzejszej gazecie.