Premier zajmuje jednocześnie stanowiska ministra spraw zagranicznych, komunikacji oraz zdrowia.

Jak pisze dziennik "Haarec", sędziowie uznali też, że poseł partii ultraortodoksyjnej partii Żydów aszkenazyjskich Jakow Litzman nie może się dalej uchylać od przyjęcia stanowiska ministra zdrowia.

Tradycyjnie jego ugrupowanie, Zjednoczony Judaizm Tory, nie chciało mieć ministrów, obawiając się, że doprowadziłoby to do konfliktu z ich wiarą.

W obecnym rządzie wymyślono więc formułę, że Litzman jest wiceministrem ze statusem ministra, a ministrem premier Netanjahu.

Jego status jest tym dziwniejszy, że Litzman uczestniczy w posiedzeniach rządu, a wiceministrowie z MSZ i resortu komunikacji nie, choć na ich czele też stoi premier. Choć wiceszefowa MSZ Cipi Hotoweli prowadzi rozmowy z gośćmi - szefami dyplomacji innych krajów.

Jeden z sędziów mówił dziś, że szef rządu w ogóle może tylko tymczasowo być ministrem, w razie śmierci szefa resortu , dymisji czy odsunięcia go od władzy. A ministrowanie Netanjahu ciągnie się tygodniami bez żadnego z wymienionych powodów.

Partia Zjednoczony Judaizm Tory ma dać odpowiedź w ciągu pięciu dni, czy Litzman zostanie oficjalnie ministrem. Podobno ortodoksyjni rabini się ku temu skłaniają.