Korespondencja z Brukseli

Zbliża się finał negocjacji, których celem jest uniknięcie Brexitu, czyli wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Ostateczny tekst porozumienia, wynegocjowany między Brukselą i Londynem, może być znany już we wtorek.

„Nie ma porozumienia. Następne 24 godziny będą kluczowe" – napisał na Twitterze Donald Tusk, przewodniczący Rady Europejskiej, gdy w niedzielę wieczorem zakończył na Downing Street 10 spotkanie z Davidem Cameronem. Brytyjskie źródła dyplomatyczne podawały, że uzgodnienia idą w dobrym kierunku w najbardziej kontrowersyjnym dotąd punkcie, czyli kwestii zasiłków dla imigrantów z UE. Oficjalnie jednak nikt tego nie potwierdzał.

– Pozostałe 27 państw nie dostało propozycji zapisów w tej sprawie – mówił Margaritis Schinas, rzecznik Komisji Europejskiej. A każde z nich, w tym Polska, z której pochodzi najwięcej imigrantów w Wielkiej Brytanii, ma prawo weta w tej sprawie.

David Cameron obiecał Brytyjczykom renegocjacje warunków członkostwa w UE w 2013 roku i na fali tej obietnicy wygrał ponownie wybory w 2015 roku.

W listopadzie 2015 roku przygotował listę postulatów wobec UE. Ich spełnienie pozwoli mu ogłosić zwycięstwo i zachęcać rodaków do głosowania za pozostaniem Wielkiej Brytanii w UE w referendum, które ma się odbyć w czerwcu tego roku.

Sam Cameron i jego wpływowy minister finansów George Osborne od kilku miesięcy objeżdżali wszystkie stolice UE, przekonując do swoich racji. Uzgadnianiem konkretnych przepisów zajmuje się zespół kilku wysokich urzędników z Londynu i Brukseli, wśród których jest Piotr Serafin, szef gabinetu przewodniczącego Rady Europejskiej.

Hamulec bezpieczeństwa

To właśnie oni dostali za zadanie stworzenie takich zapisów porozumienia, które pozwolą Cameronowi ogłosić zwycięstwo, a jednocześnie będą do zaakceptowania przez pozostałe 27 państw i nie będą wymagały zmiany unijnych traktatów.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

Właśnie w takim duchu szukano sposobu na zrealizowanie postulatu Camerona zablokowania części zasiłków dla imigrantów z UE na cztery lata. Londyn chciałby, żeby dopiero po takim okresie pracy w Wielkiej Brytanii imigrant miał prawo do zasiłków przysługujących najgorzej zarabiającym: dodatków do pensji, dodatków na mieszkanie i na dziecko.

Brytyjczycy argumentowali, że w ich systemie społecznym każdy imigrant dostaje automatycznie zasiłki, na które w ogóle nie płaci składek.

Ale dla Brukseli, i wielu unijnych stolic, to żądanie było nie do przyjęcia, bo oznaczałoby wprost dyskryminację. A unijne prawo zobowiązuje do równego traktowania pracowników na wspólnym unijnym rynku, niezależnie od kraju pochodzenia.

Powstał więc pomysł hamulca bezpieczeństwa. Byłby to ogólnounijny mechanizm, teoretycznie do zastosowania przez każdy kraj UE, czasowego zablokowania zasiłków dla przyjezdnych spoza danego kraju, w sytuacji gdy fala imigrantów stanowiłaby zbyt wielki ciężar dla systemu społecznego.

Pomyślany jako uniwersalny, system miałby w gruncie rzeczy służyć tylko Wielkiej Brytanii.

– Jeśli faktycznie zostanie tak skonstruowany, że dałby Londynowi gwarancję zablokowania zasiłków automatycznie przed lub zaraz po referendum, to byłoby dobre posunięcie. Bo wszystkie inne prawnie i politycznie są nie do przyjęcia – mówi „Rzeczpospolitej" Paweł Świdlicki, ekspert think tanku Open Europe.

W ubiegłym tygodniu pozytywnie na taki pomysł zareagował czeski minister. Negatywnie był do niego nastawiony Witold Waszczykowski, polski minister spraw zagranicznych. Ale jego jednostkowa wypowiedź nie była potem potwierdzona i nie wiadomo, czy jest oficjalnym stanowiskiem polskiego rządu.

Spór o przyszłość Wspólnoty

Drugim kontrowersyjnym postulatem Camerona były gwarancje dla krajów spoza strefy euro. – To jest realny spór o przyszłość Unii i kształt jej integracji. Ale, niestety, w debacie publicznej słychać było głównie o zasiłkach dla dzieci – mówi Paweł Świdlicki.

Nie znaczy to jednak, że nad poważnymi kwestiami instytucjonalnymi nikt się nie pochylił. Wręcz przeciwnie: bardzo podejrzliwa była od początku Francja.

Londyn chciałby bowiem jak najwięcej zapisów chroniących państwa spoza strefy euro przed decyzjami większości, czyli liczącej 17 członków strefy euro. Chodzi o to, żeby jakakolwiek legislacja mająca wpływ na funkcjonowanie jednolitego rynku, który tworzą wszyscy, nie była przegłosowana na korzyść interesów tylko strefy euro.

Wyważenie kompromisu jest tutaj trudne, bo kraje strefy euro nie chcą, żeby ktoś spoza ich klubu blokował większą integrację bloku wspólnej waluty. Francja zdecydowanie odrzuca na przykład pomysł Camerona możliwości zwoływania szczytów UE na wniosek państw spoza strefy euro w sprawie, którą uznają one za zagrożenie swoich interesów.

– To zrozumiały opór. Na posiedzeniu rady ministrów finansów decyzje zapadają większością, a na szczycie potrzeba jednomyślności. Samo prawo do zwołania szczytu oznaczałoby więc faktycznie prawo weta dla wszelkich pomysłów strefy euro – uważa Paweł Świdlicki.

Ale jego zdaniem kompromis w tej sprawie jest możliwy.

Szkic porozumienia powinien być gotowy w tym tygodniu, tak aby mogły się z nim zapoznać wszystkie państwa UE. Ich zgoda jest wymagana i ma zapaść na szczycie 18–19 lutego. Gdyby porozumienia nie było, są jeszcze możliwe rozmowy ostatniej szansy i powrót do tematu na kolejnym szczycie 17–18 marca. Przez kolejne miesiące trwałaby już w Wielkiej Brytanii kampania referendalna.