Po ostrej dyskusji Bundestag przyjął w czwartek od dawna przygotowywaną uchwałę zatytułowaną „Pojednanie, Partnerstwo, Współpraca – 25 lat polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy".

Liczy ona osiem stron i jest w niej zawarta historia wzajemnych relacji ostatniego ćwierćwiecza. Jest dziełem partii rządzącej koalicji CDU/CSU oraz SPD.

Zieloni przeciw

Jest w niej mowa m.in. o dobrych relacjach polsko-niemieckich, niemieckiej winie z przeszłości, jak i o nadziei, że rozwiązany zostanie konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego w Polsce. Uchwała zawiera szereg postulatów pod adresem rządu RFN, aby wspierał wspólne projekty kulturalne, gospodarcze czy w dziedzinie obronności i współpracy w ramach NATO.

Wielką kontrowersję wzbudza część dotycząca wkładu niemieckich wypędzonych w dzieło pojednania. Tak więc w uchwale przypomniano o Karcie Niemieckich Wypędzonych z 5 sierpnia 1950 roku i zawartej w niej rezygnacji z „użycia siły" oraz apelu „o rozwiązania europejskie", „wyznaczających kierunek działania" wypędzonych.

Karta niezgody

Takie sformułowania stały się przyczyną ostrego sporu w czasie piątkowej debaty nad uchwałą. Posłowie Zielonych usiłowali bezskutecznie przekonać Bundestag, że wzmianki o wypędzonych należy uzupełnić jednym zdaniem: „Karta, z uwagi na postulaty prawa do ojczyzny w rozumienia prawa do powrotu i w świetle biografii niektórych jej sygnatariuszy, nie jest historycznie bezsporna w swej gotowości do pojednania".

Rzecz w tym, że nie ma w Niemczech jednoznacznej oceny Karty z 1950 roku, w której przedstawiciele ziomkostw wypędzonych zrezygnowali z „zemsty i odwetu". Ale zażądali „urzeczywistnienia danego od Boga jednego z podstawowych praw ludzkości", czyli prawa do stron ojczystych (Recht auf die Heimat). Kartę podpisało kilkunastu działaczy wypędzonych, w tym kilku oficerów SS oraz członków NSDAP. Na ten fakt pragnęli zwrócić uwagę Zieloni.

W początkowych projektach jubileuszowej uchwały nie było w ogóle mowy o wypędzonych. Fragment na ten temat został dołączony w ostatniej chwili z inicjatywy bawarskiej CSU. Partia ma ostatnio kłopoty wizerunkowe i postanowiła zaznaczyć swą obecność na scenie politycznej, wiedząc doskonale, że jej propozycja wywoła debatę w Bundestagu.

Autopromocja
30 listopada, godz. 12.00

Kto zdobędzie Zielone Orły "Rzeczpospolitej"?

Sprawdź szczegóły

Chcąc tego uniknąć, SPD doprowadziła w ubiegłym tygodniu do wycofania projektu uchwały z porządku obrad, solidaryzując się niejako z Zielonymi, którzy zapowiedzieli, że takiej wersji nie zaaprobują. Zyskano nieco czasu, ale kompromisu nie udało się osiągnąć. – SPD jest członkiem koalicji rządowej i nie mogliśmy postąpić inaczej, jak głosować w końcu za projektem uzgodnionym z CDU/CSU – tłumaczył „Rzeczpospolitej" po piątkowym głosowaniu Dietmar Nietan, odpowiedzialny za przygotowanie uchwały z ramienia SPD.

Gra wypędzonymi

Z polskiego punktu widzenia odwoływanie się do Karty przy okazji rocznicy traktatu jest co najmniej niezrozumiałe, by nie powiedzieć prowokacyjne. Tym bardziej że deklaracja wypędzonych sprzed lat jest postrzegana – nie tylko w naszym kraju – jako wyraz najwyższej próby cynizmu i arogancji. Rzecz w tym, że nie ma w niej ani słowa o tym, kto był sprawcą hekatomby II wojny, i nie ma słowa „pojednanie". Rezygnacja zaś z prawa do zemsty oznacza, że w pięć lat po wojnie niektórzy Niemcy uzurpowali sobie prawo tego rodzaju. Nie ulegało też ani wtedy, ani dzisiaj najmniejszej wątpliwości, że za żądaniem prawa do ojczyzny kryło się żądanie rewizji powojennych granic.

Taką ocenę Karty zaprezentowało pięć lat temu kilkudziesięciu naukowców z Niemiec i kilku innych krajów europejskich, w tym Polski. Nie zapobiegło to przyjęciu wtedy przez Bundestag uchwały uznającej Kartę za „kamień milowy na drodze do integracji i pojednania". Bundestag zdominowany wtedy przez CDU/CSU i liberalną FDP skoncentrował się wtedy na zawartej w Karcie deklaracji, że wypędzeni popierać będą „wszelkie inicjatywy zmierzające do powstania zjednoczonej Europy". W tym rozumieniu niemieccy wypędzeni należą do grona ojców założycieli Unii Europejskiej. To jedna sprawa.

Drugą, nieco niepokojącą, są utrzymujące się polityczne wpływy środowisk wypędzonych, które tracą na znaczeniu w odbiorze społecznym, lecz stają się kartą przetargową w sporach politycznych w Niemczech. Sojusz Związku Wypędzonych (BdV) z bawarską CSU działa od dawna. Z inicjatywy Monachium odniesienie do zasług wypędzonych w dziele pojednania z Polską znalazło się w uchwale Bundestagu już pięć lat temu. Nie było wtedy jednak mowy o Karcie Wypędzonych.