Darya Safai, która siedziała w jednym z pierwszych rzędów na hali Maracanazinho, na której rozgrywane są mecze siatkówki, została poproszona o opuszczenie obiektu przez organizatorów. Powód? Iranka w widoczny sposób protestowała przeciwko segregacji płciowej w jej kraju. 

- Powiedzieli mi, że nie chcą transparentu tuż przed kamerami. Chcieli, żebym wyszła - relacjonowała Safai, której towarzyszyło kilka innych kobiet w koszulkach opatrzonych takim samym hasłem. - Próbowali nawet zrobić na mnie wrażenie, przyprowadzając kilku przedstawicieli wojska - dodała. - To żałosne, że świat zawsze słucha tylko tego, co mówią przedstawiciele irańskiego reżimu - podsumowała.

- Nie poddam się, bo tak zachowujemy się my, Iranki, walczymy o swoje prawa - podkreśliła 35-latka.

Międzynarodowy Komitet Olimpijski zakazuje wszelkich manifestacji politycznych w czasie igrzysk.

Safai urodziła się w Teheranie, ale obecnie żyje w Belgii. Jest założycielką i prezesem organizacji "Wpuśćcie Iranki na ich stadiony!", a także bojowniczką o prawa kobiet. W Iranie kobiety mają zakaz wstępu na większość obiektów, na których rywalizują mężczyźni.

- Duch olimpijski, sprzeciwiający się  dyskryminacji, jest tym, czego potrzebują Iranki - powiedziała Safai. - Każdy, mężczyzna czy kobieta, powinien mieć prawo udziału w zawodach sportowych. To smutne, że Iranki muszą jechać do Brazylii, by móc oglądać i dopingować swój zespół - podkreśliła.