Na religijnym obozie dla nielegalnych imigrantów w okolicach Malmö pojawili się funkcjonariusze i zabrali ze sobą pięć rodzin. Interwencja policji przebiegła bardzo spokojnie, ale według narracji Kościoła ewnagelicko-luterańskiego była przerażająca zarówno dla obcokrajowców, jak i personelu obozu.

– Policjanci w cywilu zapukali do drzwi, zajęli rozmową diakonów, a wtedy inni funkcjonariusze weszli tylnymi drzwiami bez pukania – opowiadał telewizji wikariusz z Malmö Hakan Wilhelmsson. – Spotkanie z 30 policjantami to szok, gdy się przebywa na obozie rodzinnym – komentował. Organizatorzy obozu nie zostali bowiem zawiadomieni o zamiarach przeprowadzenia u nich kontroli.

Inni duchowny mówił, że akcja świadczy o złamaniu niewpisanej w prawo, choć starej tradycji, że Kościół powinien być strefą wolną od interwencji władz: – Akcja policji uderzyła w uciekinierów. Nie pytamy się, skąd pochodzą, dlaczego przyjechali i jakie mają dokumenty czy też ich nie posiadają. Dla Kościoła to osoby, które czują się zmuszone porzucić swoją ojczyznę.

Warunki pozwalające Kościołowi wypełniać swoją misję opowiadania się po stronie osób poszkodowanych zostały zmienione.

Inne stanowisko zajmuje policja. Według niej strefami wolnymi od ingerencji władz są jedynie tereny ambasad. Na dodatek funkcjonariusze nie weszli do świątyni, lecz na teren obozu. Rzeczniczka policji Ewa-Gun Westford tłumaczy, że zadaniem policji jest kontrolowanie miejsc, co do których otrzymała informację, że przebywają tam nielegalnie cudzoziemcy.

Wiadomo, że Kościół ewangelicko-luterański pomaga tysiącom azylantów, którzy otrzymali odmowę ochrony w Szwecji i zeszli do podziemia. Ukrywanie się w kraju po nieprzyznaniu przez władze prawa azylu stanowi łamanie prawa. Tymczasem z szacunków Urzędu Migracji wynika, że liczba osób, które znikną z pola widzenia władz, będzie wzrastać. W najbliższych latach, każdego roku ok. 34 tys. imigrantów dostanie odmowę azylu. Z tego prawie jedna trzecia nie opuści Szwecji i się gdzieś zaszyje. Oznacza to, że do 2020 r. będzie się tu ukrywać ponad 49 tys. osób.

Anna Ramén, która jest diakonem w Linköping, mówiła telewizji SVT, że pomoc oferowana nowym przybyszom to wsparcie w formie dostarczenia żywności czy leków. Szacuje się, że w Linköping ukrywa się przed władzami kilkaset migrantów. Zdaniem Ramén to grupa tak liczna, że pomoc Kościoła nie pokrywa potrzeb wszystkich. I zapewnia, „że to nie jest absolutnie tak, że Kościół umożliwia ich pobyt w Szwecji".

17 września odbędą się wybory do władz Kościoła Szwecji, co stanowi swoisty relikt starego systemu. Antyimigrancka partia Demokraci Szwedzcy zapowiedziała znaczne zwiększenie liczby swoich kandydatów na kartach do głosowania. Ugrupowanie traktuje wybory jako symboliczny bój o zastopowanie „wpływu lewicowego liberalizmu na Kościół i społeczeństwo". Jako przykład upolitycznienia Kościoła partia podaje jego zaangażowanie w kwestię nielegalnych migrantów (nazywanych tu uchodźcami bez dokumentów). Gdyby partii udało się odnieść sukces w wyborach, czy mogłoby się to przełożyć na zmianę zapatrywań luterańskich zborów? Zdaniem ekspertów tak.