Przed tygodniem przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un mówił, że jego kraj znalazł się w "najgorszej sytuacji w swojej historii" i nawiązywał do czasów wielkiego głodu w kraju z początku lat 90-tych.

Jednak, zdaniem ambasadora Rosji w Pjongjangu, sytuacja nie jest aż tak trudna.

- Dzięki Bogu jesteśmy daleko od czasów "forsownego marszu" (określenie poświęceń, na jakie musieli zdobywać się mieszkańcy kraju w czasach głodu z początku lat 90-tych - red.) i mam nadzieję, że nigdy do czegoś takiego nie dojdzie - stwierdził Matsegora.

- Najważniejsze jest to, że dziś w kraju nie ma głodu - podkreślił ambasador.

Dyplomata przyznał, że w związku z zamknięciem granic Korei Północnej "importowane towary zniknęły ze sklepowych półek", ale "większość krajowych produktów jest dostępnych, a ceny wzrosły umiarkowanie".

Dyplomata stwierdził jednocześnie, że handel transgraniczny ma zostać wznowiony w ciągu kilku tygodni.

Rosyjska ambasada w Pjongjangu skarżyła się w ostatnim czasie na deficyty dóbr podstawowych takich jak leki. Dyplomaci mieli też problem z dostępem do ochrony zdrowia i uskarżali się na niezwykle ostre obostrzenia wprowadzone w związku z zagrożeniem epidemicznym (mimo że formalnie w Korei Północnej nie wykryto ani jednego zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2).