Tego felietonu mogło nie być. Niewiele też brakowało, abym nie miał szansy otrzeć się o premiera Pakistanu, prezydenta Kazachstanu czy emira Kataru. Z takiego ocierania, czyli obserwowania z bliska, jak VIP przemyka otoczony przez ochroniarzy, co prawda teksty raczej nie powstają. Zadać pytania nie sposób, choć tłum dziennikarzy próbuje i przy okazji robi zdjęcia, na których lepiej widać barki wspomnianych funkcjonariuszy ochrony niż głowę państwa lub rządu, ale zawsze można pooddychać atmosferą spotkania, w którym biorą udział setki ważnych ludzi w kluczowym dla świata momencie. A nawet dopchać się do niektórych z nich, choć nie tych, na których skupiały się najważniejsze media.