Jeszcze tylko kilka podpisów i kolejny transport z radioaktywnymi odpadami ruszy przez Niemcy. Tym razem 18 kontenerów wyruszy z Ahaus w Nadrenii Północnej-Westfalii. Tam w prowizorycznym magazynie od 2005 r. składowane były odpady atomowe pochodzące z dawnego enerdowskiego reaktora doświadczalnego Rossendorf. 951 elementów paliwowych trafi do zakładu przeróbki wypalonego paliwa jądrowego w Majaku na Uralu. – To nie jest dobry pomysł – ocenia w rozmowie z „Rz” Sylvia Kotting-Uhl, deputowana niemieckich Zielonych i główny ekspert tej partii ds. energetyki jądrowej.

Wywóz odpadów radioaktywnych do rosyjskiego zakładu atomowego na Uralu jest możliwy dzięki programowi Russian Research Reactor Fuel Return. Celem jest „możliwie największe ograniczenie ilości wysoko wzbogaconego uranu” – cytuje uzasadnienie niemieckiego rządu „Süddeutsche Zeitung”. Pomysł krytykują Zieloni. – Świadczy to o braku odpowiedzialności. Pozbywamy się swojego problemu, spychając odpowiedzialność na Rosję – mówi „Rz” Kotting-Uhl. Jej zdaniem Majak już i tak jest wysoko radioaktywnym miejscem. –Niemcy zdają sobie też sprawę z tego, że odpady te po przerobieniu będą ponownie wykorzystane w rosyjskich elektrowniach atomowych w sposób, w jaki w Niemczech ze względów bezpieczeństwa nie byłoby to możliwe – dodaje. Także rosyjscy ekolodzy krytykują decyzję niemieckich władz. Zakłady Majak nazywane są przez nich tykającą bombą zegarową Rosji.

W latach 50. ubiegłego wieku z Majaku wyciekło ponad 70 metrów sześciennych substancji radioaktywnych. W 1957 roku nastąpiła eksplozja, w wyniku której doszło do skażenia obszaru o powierzchni 23 tys. km kw. Była to największa katastrofa nuklearna przed Czarnobylem.