– To rzecz niespotykana, delegacja niemiecka chciała przyjęcia deklaracji w sprawie wyborów, jeszcze zanim się one odbyły – mówił „Rz” eurodeputowany Paweł Kowal (PiS), który był na tych wyborach obecny jako obserwator i przygotowywał dla Parlamentu Europejskiego sprawozdanie w ich sprawie.
Bardzo krytyczny wobec Ukrainy projekt deklaracji forsowali Elmar Brok, eurodeputowany CDU i były szef komisji spraw zagranicznych PE, oraz Michael Gahler, też z CDU. Usilnie przekonywali do swego stanowiska europosłów Europejskiej Partii Ludowej (EPP).
Według ekspertów przyjęcie takiej deklaracji mogłoby zaszkodzić przyszłotygodniowemu szczytowi UE – Ukraina, dyskusji w sprawie umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią oraz wprowadzeniu ruchu bezwizowego dla Ukraińców.
– Brok i Gahler chcieli potępienia Ukrainy za naruszenia swobód obywatelskich, których to naruszeń zresztą nikt nie kwestionował. Zwracałem natomiast uwagę, że na Ukrainie obok rzeczy złych są także procesy pozytywne: rozpoczęcie reform, przystąpienie do Wspólnoty Energetycznej, deklarowany zamiar wstąpienia do UE – powiedział „Rz” eurodeputowany Paweł Zalewski (PO). – Ich przesłanie brzmiało: „ukarać Ukrainę”. Moje: „nie ma kompromisu w dziedzinie demokracji, ale trzeba pokazać dokonujący się w tym kraju postęp i zadeklarować wolę współpracy”.
Ostatecznie w ramach grupy EPP osiągnięto kompromis. Debatę i głosowanie w PE kilkakrotnie odkładano. Jak mówią niektórzy eurodeputowani oraz unijni dyplomaci, działania Broka i Gahlera wynikają z ich poparcia dla byłej premier i głównego przeciwnika prezydenta Wiktora JanukowyczaJulii Tymoszenko. Jej partia Batkiwszczyna jest związana z EPP, w której niemiecka CDU jest najważniejszą siłą.