May liczy na to, że uda jej się osiągnąć porozumienie z Partią Pracy i doprowadzić do przyjęcia wynegocjowanej przez nią umowy ws. brexitu, którą wcześniej parlament odrzucił już trzykrotnie.
- Osiągnięcie porozumienia nie będzie łatwe, ponieważ powodzenie wymaga od obu stron kompromisu - podkreślała May.
Jednak opóźnienie brexitu rozeźliło eurosceptyków w szeregach Partii Konserwatywnej. Bill Cash nazwał decyzję podjętą na szczycie w Brukseli mianem "nikczemnej kapitulacji".
- Czy (May) akceptuje to, że porozumienie ws. wyjścia podważa naszą demokrację, konstytucyjne podstawy Irlandii Północnej, nasze prawo do samodzielnych rządów, kontroli nad prawem i podważa nasz interes narodowy? Czy zrezygnuje? - pytał.
- Sądzę, że znacie na to odpowiedź - odparła May.
Premier przekonywała, że nie ma nic pilniejszego i kluczowego niż doprowadzenie do brexitu i podkreśliła, że chce, aby Wielka Brytania ratyfikowała umowę ws. wyjścia z UE tak szybko jak to możliwe, aby uniknąć udziału w wyborach do PE, które miałyby się odbyć 23 maja.
Z kolei lider Partii Pracy, Jeremy Corbyn nazwał drugie przełożenie daty brexitu w ciągu dwóch tygodni (pierwotnie do brexitu miało dojść 29 marca, potem 12 kwietnia lub 22 maja) mianem "porażki dyplomatycznej" i dowodu na to, że rząd źle zarządza procesem brexitu.
Mimo to Corbyn zadeklarował gotowość do dalszych rozmów z May ws. wyjścia z impasu w kwestii brexitu.
May zaapelowała do parlamentarzystów, aby skorzystali z przerwy w obradach do 23 kwietnia i zastanowili się nad sytuacją kraju.
Tymczasem eurosceptycy w jej partii ostrzegają, że jeśli w wyniku porozumienia z Partią Pracy będą musieli po raz czwarty głosować nad jej umową, są gotowi odrzucić ją po raz czwarty.
- Wytrwałość jest cnotą, ale zwykły upór nie jest - stwierdził Mark Francois, jeden z eurosceptyków w szeregach torysów.