Korespondencja z Grodna

To półoficjalne świętowanie nie podoba się zwolennikom idei zachodniorusizmu, wykluczającego istnienie narodu białoruskiego i uznającego Białorusinów za część trójjedynego (wraz z Ukraińcami) narodu rosyjskiego.

Możliwości wspólnych z Polską obchodów rocznicy powstania styczniowego nie wykluczał w połowie stycznia sam białoruski dyktator Aleksander Łukaszenko. – Jeśli będą takie propozycje i nie są one sprzeczne z polityką, jaką prowadzimy w naszym państwie, to czemu nie – odpowiedział na pytanie PAP podczas konferencji prasowej.

Pierwszą propozycję wspólnego uczczenia pamięci powstańców skierował do władz białoruskich ambasador Polski w Mińsku Leszek Szerepka. Zrobił to przed wyjazdem do Świsłoczy, miasta, w którym  przywódca powstania na terenie dawnej Litwy Kastuś (białoruska forma imienia Konstanty) Kalinowski i dyktator powstania Romuald Traugutt uczęszczali do gimnazjum. Nikt z władz nie zjawił się jednak 22 stycznia w Świsłoczy na uroczystości złożenia przez ambasadora wieńców pod pomnikami Kalinowskiego i Traugutta.

Listy spod szubienicy pisane po białorusku

– Ciągle nam się wmawia, że Kalinowski to Polak, który chciał spolonizować Białorusinów – tłumaczył stosunek oficjalnych władz do powstania obecny na uroczystości w Świsłoczy Aleksander Milinkiewicz, jeden z przywódców białoruskiej opozycji.

W środowisku opozycji, która ogłosiła bieżący rok Rokiem Kalinowskiego, ten przywódca powstania jest postrzegany jako jeden z najwybitniejszych białoruskich patriotów. Do jego największych zasług, postrzeganych także jako przejaw samoidentyfikacji narodowościowej, zalicza się to, że zwracał się do ludności zamieszkującej teren współczesnej Białorusi w języku tejże ludności, czyli białoruskim. Wydawał pierwszy w białoruskiej historii, pisany łacinką w języku białoruskim, periodyk „Mużyckaja Prauda" („Chłopska Prawda"), a gdy został skazany na śmierć przez powieszenie, pisał do Białorusinów po białorusku wezwania, znane jako „Listy spod szubienicy".

Rola Kalinowskiego jako bohatera narodowego i prekursora idei białoruskiej państwowości jest podważana przez środowisko białoruskich historyków, identyfikujących się z koncepcją zachodniorusizmu, opracowaną jeszcze w XIX stuleciu w imperium rosyjskim jako antidotum na szerzone przez powstańców tezy o harmonijnym współistnieniu narodów byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego w jednym państwie z narodem polskim.

Z punktu widzenia wyznawców zachodniorusizmu Białorusini są tylko częścią narodu rosyjskiego, który  składa się z Wielkorusów, Małorusów (określenie Ukraińców) i Biełorusów. To, że dwie gałęzie trójjedynego narodu poczuły się odrębnymi narodami, jest według nich skutkiem wpływów polskiego mesjanizmu – cechy obecnej także w polityce wschodniej współczesnej Polski.

– Świadomie nie rozmawiam po białorusku, chociaż uczyłem się w białoruskiej szkole, gdyż niektórzy wykorzystują język białoruski, żeby przeciwstawiać go rosyjskiemu. W ten sposób pod przykrywką języka białoruskiego podsuwają nam obcą mentalność – takimi przemyśleniami dzielił się niedawno podczas spotkania ze studentami na uniwersytecie w Grodnie profesor Lew Krysztapowicz, jeden z najbardziej znanych białoruskich propagatorów idei zachodniorusizmu, będący także wicedyrektorem głównej placówki doradczej Łukaszenki – Centrum Informacyjno-Analitycznego przy Administracji Prezydenta.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Konkurs dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

Idee zachodniorusizmu, jako właściwej dla Białorusi idei narodowej, są szeroko reprezentowane w największych rządowych mediach białoruskich. Wadim Gigin, redaktor naczelny analitycznego periodyku administracji Łukaszenki „Biełaruskaja Dumka", w blogu na portalu państwowej agencji informacyjnej BiełTA zapytał:  „Czy warto obchodzić rocznicę wydarzeń sprzed półtora stulecia?". „Oczywiście, warto!" – odpowiedział. Wytłumaczył jednak, że w powstaniu Białorusini opowiedzieli się nie po stronie Kalinowskiego, lecz masowo pomagali władzom carskim tłumić powstanie.

„W ten sposób Białorusini uniknęli ogromnego niebezpieczeństwa – ostatecznej polonizacji, zniknięcia jako narodu" – przekonuje publicysta, uznając mianowicie klęskę powstania i wkład w jego stłumienie ludności białoruskiej za powód do dumy.

Grupa urzędników

Mimo tak jednoznacznej oceny spuścizny powstania w środowisku zbliżonym do Aleksandra Łukaszenki intelektualistów, białoruski przywódca nie próbuje przeciwdziałać inicjatywom, skierowanym na uczczenie rocznicy powstania styczniowego, jako jednego z najważniejszych wydarzeń w białoruskiej historii, zwłaszcza jeśli inicjatywy te rodzą się w instytucjach państwowych.

Do jednej z pierwszych i najbardziej zauważalnych oficjalnych akcji uczczenia pamięci o powstaniu, nazywanemu na Białorusi powstaniem Kalinowskiego, należy zaliczyć uroczystość stemplowania pocztówki, wydanej przez Pocztę Białorusi z okazji 175. rocznicy urodzin Kastusia Kalinowskiego. Imprezę, która odbyła się 2 lutego w siedzibie Poczty Białorusi, Wadim Gigin ocenił jako przejaw „obskurantyzmu urzędników".

Kolejne oficjalne imprezy w ramach obchodów 150-lecia wybuchu powstania i 175-lecia urodzin Kalinowskiego to otwierające się w muzeach i bibliotekach wystawy dokumentów, rycin, obrazów i innych pamiątek, opowiadających o przebiegu narodowego zrywu przeciwko carskiej Rosji. Wśród najważniejszych białoruskich instytucji w ten sposób przypominających Białorusinom o powstaniu są: Centralna Biblioteka Akademii Nauk Białorusi, Prezydencka Biblioteka Białorusi, Narodowe Muzeum Historyczne Republiki Białoruś i inne placówki.

Akcje upamiętnienia powstania Kalinowskiego na Białorusi odbywają się bez uzgodnionego na szczeblu rządowym planu. Trudno więc mówić o oficjalnych obchodach. Białoruscy intelektualiści, uznający powstanie za antyrosyjską, a zatem także antybiałoruską „polską awanturę", nie kryją oburzenia. Twierdzą, że za na wpółoficjalnymi obchodami rocznicy powstania stoi grupa zbliżonych do Aleksandra Łukaszenki prozachodnio i propolsko nastawionych urzędników.

Najbardziej zaskoczyło krytyków powstania to, że otwarta 11 marca w Bibliotece Prezydenckiej poświęcona powstaniu wystawa  nosi nazwę „O godność! O Ojczyznę!"

– Co ma z tym wspólnego ojczyzna!? – oburza się historyk Aleksander Gronski, dowodząc, iż powstańcy styczniowi nie walczyli o żadną białoruską ojczyznę, tylko o odrodzenie Polski. Gronski twierdzi też, że zarówno prowokacyjna i wprowadzająca w błąd nazwa wystawy, jak i sam pomysł jej otwarcia, to skutek aktywności „pewnej grupy urzędników".

Zasada wahadła

Istnienie niemalże antyrosyjskiego spisku w najbliższym otoczeniu Aleksandra Łukaszenki dostrzegają w związku z na wpółoficjalnymi obchodami rocznicy powstania na Białorusi także rosyjscy eksperci.

– Stoi za tym przede wszystkim część propolsko i jednocześnie antyrosyjsko nastawionej białoruskiej inteligencji humanistycznej, ale także przedstawiciele kręgów władzy zbliżonych do administracji prezydenta Białorusi – mówił agencji Regnum Andriej Marczukow z Instytutu Rosyjskiej Historii Rosyjskiej Akademii Nauk. Jego zdaniem część rządzącej elity Białorusi wspiera antyrosyjskie inicjatywy, by zdystansować się od współczesnej Rosji. – Określone siły chcą pokazać, iż naród białoruski nie wywodzi się z rosyjskiego korzenia, że Białorusinom bliżej do Polaków niż do Wielkorusów – ocenia Marczukow.

Dostrzegane przez rosyjskich ekspertów niebezpieczeństwo uświadamiania Białorusinom ich odrębności narodowej na przykładzie wydarzeń sprzed 150 lat, zdaniem białoruskiej opozycji nie nosi znamion ani antyrosyjskiego, ani antyłukaszenkowskiego spisku. – Wśród urzędników też są prawdziwi patrioci Białorusi – tłumaczy „Rz" rocznicowe inicjatywy instytucji państwowych szef białoruskiej sekcji opozycyjnego portalu Prawda Historyczna Ihar Mielnikau. Jego zdaniem przypominanie Białorusinom o powstaniu styczniowym jest korzystne dla samego Łukaszenki.

– W sferze polityki historycznej Łukaszenko stosuje zasadę wahadła. Tę samą, która niejednokrotnie sprawdziła się w układaniu przez niego stosunków z Rosją i Zachodem. Kiedy powstaje niebezpieczeństwo zbytniego uzależnienia gospodarczego czy politycznego od Rosji, Łukaszenko zaczyna szukać możliwości współpracy z UE. Rosję z kolei straszy wizją  przeorientowania swojej polityki zagranicznej na Zachód – tłumaczy Mielnikau, dowodząc, że wymazanie przez Łukaszenkę z pamięci Białorusinów, jak chcą tego wyznawcy zachodniorusizmu, spuścizny historycznej, stanowiącej uzasadnienie idei istnienia odrębnej od Rosji państwowości białoruskiej, zagrozi władzy samego Łukaszenki.