Do konfrontacji doszło w leżącym na zachodzie kraju stanie Michoacan, kiedy miejscowe milicje - określające się jako grupy samoobrony, poprowadziły marsz na miasto Apatzingan, które jest głównym ośrodkiem władzy gangu Templariuszy. Organizacja ta jest pseudo-religijną grupą, która zarabia poprzez handel narkotykami i porwania.

Do opanowania sytuację w mieście władze użyły policji i sił wojskowych.

Od lutego, w tym regionie trwają bunty ludności związane z krwawymi rządami kartelu. Mieszkańcy okolic Apatzingan sprzeciwiają się przejęciu przez przestępców miasta oraz odcięciu ludności cywilnej od znajdujących się tam szpitali i innych ważnych instytucji.

Miejscowe milicje rozpoczęły więc walkę w celu odzyskania władzy nad miastem oraz zniesienia blokad wobec mieszkańców. Kulminacją tych działań był marsz "wyzwolenia", który rozpoczął krwawe starcia na terenie Apatzingan i jego okolic.

Początkowo, wojsko nie wpuściło protestujacych do miasta, ponieważ byli oni uzbrojeni. Jednak, jak opowiada jeden z liderów miejscowych milicji Jose Manuel Mireles,  w sobotę konwój nieuzbrojonych rebeliantów przedostał się do Apatzingan, gdzie od razu został ostrzelany przez członków karteli. - Sądząc po dziurach pozostawionych przez kule, zaatakowali nas granatami i karabinami maszynowymi M60 - opowiadał Mireles.

Jak tłumaczył jego zdaniem przestępcy byli oburzeni śmiałymi poczynaniami zbuntowanej ludności i w niedzielę doszło do kontrataku na pozycje miejscowych milicji. Według różnych źródeł, w tym starciach zginęło od pięciu do dwunastu osób.

Prawdopodobnie w ramach odwetu, kartel Templariuszy zniszczył także część zabudowań stacji elektrycznych, w 14 miastach tego regionu. W wyniku tych działań bez prądu pozostaje 400 tys. ludzi. Przestępcy zaatakowali też kilka stacji benzynowych.

Jak poinformowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Meksyku, w atakach użyto bomb i kilku różnych typów broni. Nie zidentyfikowano jednak sprawców. - To był kartel Templariuszy, oni chcą wywrzeć presję na rządzie i zmusić go do rozbrojenia grup samoobrony - komentował sytuację Hiploto Mora, inny przywódca sił samoobrony.