- Suwerenna decyzja prawowitego rządu Ukrainy spowodowała zdumienie graniczące z histerią. Cóż takiego zrobił rząd Wiktora Janukowycza? Wycofał się z umowy o proliferacji broni nuklearnej? Zdecydował o produkcji bomby atomowej? A może kogoś zastrzelił? - ironizował Ławrow.

- Jeśli ukraiński rząd podejmie decyzję, by dokument podpisać, trafi on do parlamentu. Tam jest miejsce na dyskusję, pytania i na protesty czy wyrazy poparcia - konstytucyjne i na cywilizowanym polu - stwierdził szef rosyjskiego MSZ.

- Na absolutnie normalne zdarzenie: deklarację rządu, że przestudiowana przezeń umowa nie jest dla Ukrainy korzystna, nastąpiła jakaś wściekła reakcja. Na ulice wylegli demonstranci w takiej liczbie i z takimi hasłami, jakby ich kraj co najmniej ogłosił stan wojny z pokojowym ukraińskim narodem. To nie wytrzymuje żadnej logicznej analizy. Niewątpliwie za niepokojami na Ukrainie stoją prowokatorzy - uznał Ławrow.

W zeszłym miesiącu Kijów zrezygnował z podpisania przygotowywanej od dawna umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Komentatorzy twierdzą, że stało się tak z obawy ukraińskiego rządu o pogorszenie stosunków handlowych z Rosją, i że kraj ten wywierał naciski na Ukrainę, by nie podpisywała dokumentu.

Zarówno Rosja, jak i Unia oskarżają się wzajemnie o stosowanie taktyki silnej ręki w polityce wobec Kijowa.

Protesty oburzonych decyzją rządu Ukraińców trwają już trzeci tydzień.

Premier Ukrainy Mykoła Azarow zapowiedział, że powrót do rozmów o umowie stowarzyszeniowej nastąpi wiosną przyszłego roku.

Protesty na Ukrainie - nie przeciwko Rosji, ale przeciw postsowieckiej przyszłości

Autopromocja
Specjalna oferta letnia

Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc

KUP TERAZ