Tak zdecydował król Arabii Saudyjskiej, Abdullah bin Abdulaziz, który dekretem nakazał karanie Saudyjczyków za wspieranie terroryzmu więzieniem - od trzech do dwudziestu lat.
Karzy będą podlegać członkowie ekstremistycznych grup religijnych i każdy, komu udowodni się wspieranie moralne lub finansowe grup terrorystycznych.
Ministerstwo spraw wewnętrznych, spraw zagranicznych i ministerstwo sprawiedliwości powołały wspólną specjalna komisję. Przygotuje ona listę ugrupowań ekstremistycznych, które będą uważnie monitorowane.
Dekret wszedł w życie w ostatnią niedzielę, wraz z nową ustawą antyterrorystyczną.
Decyzja saudyjskiego monarchy spowodowana była przede wszystkim tym, że w wyniku płomiennych przemówień wielu wpływowych kaznodziejów, młodzi Saudyjczycy dołączyli do syryjskich rebeliantów walczących z ugrupowaniami sprzyjającymi Baszarowi al-Asadowi.
Władze Arabii Saudyjskiej wspierają finansowo niektóre ugrupowania walczące z Asadem, ale obawiają się, że Saudyjczycy, którzy wesprą walkę z syryjskim reżimem, będą kiedyś chcieli obalić także dynastię królewską samej Arabii.
Saudyjski znawca ruchów islamistycznych, Faris Bin Hizam, w listopadzie ubiegłego roku ocenił, że około 600 młodych Saudyjczyków dołączyło do działającej w Syrii al-Kaidy. Uznał też, że Saudyjczycy walczą w szeregach rebeliantów w Iraku. Przyznał, że w porównaniu do innych narodowości Saudyjczyków w tych szeregach jest stosunkowo niewielu, ale ta liczba powoli rośnie.
Do tej chwili do Syrii wyjechało około 1200 Saudyjczyków.
Faris Bin Hizam dodał, że w przeciwieństwie do Iraku i Afganistanu, gdzie al-Kaida ma silną pozycję, Saudyjczycy mają świadomość, jakie niebezpieczeństwo wiąże się z przynależnością do tego ugrupowania, oraz że syryjska rewolucja bardziej potrzebuje wsparcia finansowego niż kolejnych bojowników.
Irak oskarża Arabię Saudyjską o wspieranie rebeliantów w Syrii