Nie są jeszcze znane wszystkie szczegóły zawartego we wtorek w Moskwie porozumienia. Wiadomo jedynie, że Rosja ma wybudować w Iranie dwa nowe reaktory atomowe służące do celów energetycznych.
Możliwa jest także budowa sześciu kolejnych. Z dostępnych komunikatów wynika, że paliwo do nich ma pochodzić z Rosji, która zobowiązuje się także do przerabiania zużytych prętów uranowych w irańskich reaktorach. – Gdyby tak było, byłby to pozytywny sygnał przed planowanym zakończeniem negocjacji w sprawie irańskiego programu atomowego – tłumaczy „Rz" Oliver Meier, ekspert berlińskiego rządowego think tanku Fundacja Nauka i Polityka. Realizując kontrakt z Rosją na takich warunkach, Iran nie mógłby argumentować, że musi rozbudowywać swój program atomowy w celu wyprodukowania z uranu zwiększonej ilości paliwa nuklearnego.
Do produkcji paliwa potrzebne są centryfugi będące kością niezgody między Iranem a wieloma państwami, które obawiają się, że urządzenia te mogą być wykorzystane do wzbogacania uranu, tak aby można go było wykorzystać do produkcji broni jądrowej. Jest to jeden z tematów obecnych negocjacji po zawarciu przed rokiem wstępnego porozumienia Iranu z grupą państw: USA, Wielką Brytanią, Francją, Rosją, Niemcami i Chinami.
W zamian za rezygnację Iranu ze wzbogacania uranu ponad poziom 5 proc. oraz wiele innych koncesji w postaci międzynarodowej kontroli całego programu miałyby zostać zniesione sankcje gospodarcze wobec tego kraju. Kosztują Iran miliardy dolarów rocznie, gdyż mało kto wierzy Teheranowi, że cały program atomowy jest uwarunkowany jedynie potrzebami energetyki czy służby zdrowia. Amerykanie twierdzą, że w takim razie Iran nie potrzebuje 10 tys. centryfug, wystarczy 1,5 tys.
Szczegółowe negocjacje mają się zakończyć 24 listopada tego roku. – Nigdy nie byliśmy bliżej zawarcia porozumienia niż obecnie. Znajdujemy się w punkcie przełomowym: albo się uda, albo nie – oświadczył dwa dni temu szef niemieckiej dyplomacji Frank-Walter Steinmeier, charakteryzując ostatnią rundę rozmów. Nieco wcześniej prezydent Iranu Hassan Rouhani wyraził w rozmowie z premierem Davidem Cameronem nadzieję, że porozumienie „będzie początkiem drogi do współpracy z Waszyngtonem" po trzech dekadach wrogości. Rozbieżności w negocjacjach są nadal duże i nie udało się ich przezwyciężyć w czasie niedawnego spotkania amerykańskiego sekretarza stanu Johna Kerry'ego z szefem irańskiej dyplomacji Mahammedem Dżawadem Zarifem.