Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego zakazał cywilny agendom rządu federalnego używania oprogramowania rosyjskiej firmy, znanej z programu antywirusowego.

Wojskowe agendy rządu USA zabroniły tego w lipcu. Jednocześnie agencja odpowiedzialna za zakupy dla całego rządu federalnego usunęła Kasperskiego z listy firm, których produkty można kupować. Atak na firmę jest kolejnym epizodem wojen prowadzonych w przestrzeniach wirtualnych przez Moskwę i Waszyngton. Dotychczas to Rosjanie przejawiali w nich inicjatywę, usuwając amerykańskie oprogramowanie ze swoich komputerów, zabraniając kupowania dla urzędów zachodnich notebooków i smartfonów oraz tworząc własne. Stworzyli też własne systemy operacyjne. Jeden z tych ostatnich jest autorstwa właśnie Kaspersky Lab.

Do tej pory nikt nie przedstawił dowodów potwierdzających główny zarzut wobec Rosjan: że ich oprogramowanie kradnie dane z komputerów klientów i przekazuje je FSB.

– Teoretycznie byłoby to możliwe. Każdy program antywirusowy (nie tylko Kasperskiego) musi mieć dostęp do wszystkich danych na komputerze, który chroni. Jednocześnie automatycznie kontaktuje się on z serwerami własnej firmy, skąd pobiera aktualizacje. Mógłby pewnie też przesyłać dane w drugą stronę – ale to teoretyczna możliwość – powiedział „Rzeczpospolitej" jeden z rosyjskich programistów.

Amerykanie od dłuższego czasu wskazują na zażyłe stosunki założyciela i szefa firmy Jewgienija Kasperskiego z rosyjskim establishmentem służb specjalnych i wojska. Sam programista służył w radzieckim wywiadzie wojskowym GRU. Kilku wysokiej rangi menedżerów przyszło do jego firmy wprost z MSW lub FSB. Dwaj zostali aresztowani już w grudniu 2016 roku – tyle że przez Rosjan i to pod zarzutem zdrady.

– Przeciw Kasperskiemu są niepodważalne dowody – stwierdziła demokratka Jeanne Shahin z senackiego podkomitetu ds. bezpieczeństwa wewnętrznego.

– To jest tylko część kampanii politycznej, która zaczęła się od ingerencji rosyjskich hakerów w amerykańskie wybory – uważa z kolei rosyjski specjalista ds. cyberbezpieczeństwa Oleg Demidow.

Jeszcze jednak w maju, w czasie posiedzenia Senatu republikanin Marco Rubio zapytał nagle obecnych na sali szefów sześciu amerykańskich służb wywiadowczych, czy pozwoliliby na używanie programów Kasperskiego w swoich biurach. Zaskoczeni oficerowie odpowiedzieli zgodnie „nie".

Amerykanie wskazują na rosyjskie prawodawstwo, które nakazuje firmom programistycznym współpracę z władzami i ujawnianie im danych swoich klientów. Ale i bez ustaw rosyjskie służby żądały tego. Z powodu odmowy wypełniania takich poleceń twórca sieci społecznościowej Vkontaktie Paweł Durow najpierw stracił swój biznes w Rosji, a potem musiał emigrować z kraju.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

Wiosną agencja Bloomberg opublikowała e-maile wykradzione z Kaspersky Lab, z których wynika, że firma nie tylko z ochotą współpracuje z rosyjskimi służbami (np. wysyłając własnych ekspertów do udziału w policyjnych rewizjach), ale i sama proponuje FSB „prowadzenie aktywnych kontrposunięć". Fachowcy sądzą, że ten ostatni termin oznacza atakowanie poprzez internet komputerów należących do wykrytych hakerów i niszczenie ich.

Jewigienij Kasperskij zapewnił, że jest gotów stawić się przed amerykańskim Senatem i odpowiedzieć na wszelkie pytania. Co prawda zakupy dokonywane w jego firmie przez amerykańskie władze nie były zbyt wielkie, ale cały rynek północnoamerykański generuje 1/4 dochodów firmy. Jego utrata może oznaczać bankructwo.

Kreml już zapewnił, że pomoże Kaspersky Lab. Politolodzy zastanawiają się, czy Moskwa gotowa jest też nałożyć odwetowe embargo na jakieś programy firm amerykańskich.