Pierwsi uzbroili się w tybetańską flagę. Było ich czworo, policja zatrzymała ich rankiem – jeszcze przed rozpoczęciem uroczystości.

Kolejna grupka pojawiła się na ruinach antycznej Olimpii już w trakcie uroczystej ceremonii. Nie widzieliśmy ich w przekazie telewizyjnym, ale można było ich usłyszeć.

Rozwinęli transparent ze sloganem: „Nie dla igrzysk ludobójstwa". Teraz Chemia Lhamę, Fern MacDougal i Jasona Leitha czeka proces. Odpowiedzą za zakłócanie porządku. Nie byli jednak sami.

Wcześniej za kratki trafiło dwóch Tybetańczyków, którzy przynieśli pod Akropol flagę z napisem: „Wolny Hongkong – rewolucja". Niewielkie ogniska protestów płonęły w Atenach przez cały dzień.

Czytaj więcej

Zimowe igrzyska olimpijskie w Pekinie. Sponsorzy mają wątpliwości

– Jak Chińczycy mogą organizować igrzyska, skoro prowadzą jednocześnie kampanię represji w Tybecie i południowej Mongolii, prześladują Tajwańczyków, niszczą demokrację w Hongkongu oraz organizują ludobójstwo Ujgurów? – wścieka się Lhama, Tybetanka z Kanady.

Ceremonia odbyła się bez udziału kibiców. Tylko dziennikarze i goście specjalni mogli posłuchać przewodniczącego Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) Thomasa Bacha opowiadającego, jak to „w dzisiejszym kruchym świecie, gdzie narastają podziały, konflikty oraz nieufność, igrzyska pozostają wydarzeniem, które buduje mosty, a nie ściany".

Most między Zachodem i Chinami ma zbudować ogień, który grecki narciarz Ioannis Antoniou przekazał łyżwiarzowi Li Jiajunowi. Pochodnia kolejnego dnia, już na Stadionie Panateńskim, trafiła do wiceprzewodniczącego komitetu organizacyjnego imprezy Yu Zaiqinga.

Słyszeliśmy okrągłe zdania o wartościach olimpijskich, pokoju i przyjaźni, ale to wciąż będą igrzyska przyćmione przez chińską pogardę wobec praw człowieka.

Niektórzy nawołują do bojkotu imprezy, ale jakby chłodniej niż zazwyczaj. Świat coraz lepiej rozumie, że to głos wołającego na puszczy. Poprzednie igrzyska w Pekinie (2008) nie zmieniły Chin. Wielu uważa, że teraz też wszystko zostanie po staremu.