Sprawa wywołała oburzenie w mediach społecznościowych. Nagłośnił ją partner kobiety, który umieścił na Twitterze zdjęcie mandatu, który otrzymała kobieta. "Kara 60 euro dla ciężarnej za to że szła w złą stronę" - napisał.

Do incydentu doszło na stacji Concorde, niedaleko Luwru. Kobieta, by skrócić sobie drogę, nie zastosowała się do wskazanego przez metro kierunku ruchu.

Paryski operator metra, RATP, broni decyzji o ukaraniu kobiety. Rzecznik RATP powiedział AFP, że system ruchu jednokierunkowego w metrze wprowadzono, by unikać "incydentów" i kontrolować przepływ mas ludzkich.

Jednocześnie rzecznik dodał, że mandaty za chodzenie pod prąd nie są częste a decyzja o ich wypisaniu należy do konduktorów.

Michel Babut z organizacji broniącej praw pasażerów FNAUT ocenił, że ukaranie kobiety było "głupie" i wezwał do zmian przepisów.

- To jakaś aberracja - stwierdził.