Hutt, który przebywał na biwaku w pobliżu plaży, wędkował na oceanie, gdy nagle zobaczył przed sobą unoszący się na wodzie kształt. Początkowo myślał, że jest to lalka, ale wtedy usłyszał, kwilenie dziecka unoszącego się na wodach oceanu - relacjonują lokalne media.

Jak się okazało dziecko, wykorzystując nieuwagę rodziców, wyszło z namiotu i weszło do oceanu, którego fale go porwały.

Czytaj więcej:

Na statku na Morzu Śródziemnym urodził się cud

- Jego twarz miała kolor porcelany, włosy były mokre, ale kiedy zaczął kwilić pomyślałem: Boże, to dziecko i ono jest żywe - mówił Hutt w rozmowie z "NZ Herald".

Hutt - jak piszą media - zauważył dziecko tylko dlatego, że tego dnia wędkował 100 metrów od miejsca, w którym normalnie zarzucał wędkę.

- Gdybym był tam minutę później, nie zauważyłbym dziecka - mówił.

- Miał cholerne szczęście, ale najwyraźniej jeszcze nie nadszedł jego czas - dodał.

Żona Hutta, Sue, natychmiast poinformowała o sprawie zarząd obozowiska, na którym biwakował wędkarz. Wezwano również pogotowie. Szybko ustalono, że tylko jedna rodzina przebywająca na obozowisku ma małe dziecko.

Kiedy matka dziecka została poinformowana, iż jej dziecko wyłowiono z oceanu, wpadła w histerię.

Policja informuje, że stan dziecka jest dobry.