Korespondencja z Nowego Jorku
Stosunkiem głosów 6 do 3 amerykański Sąd Najwyższy unieważnił drugi okręg kongresowy w Luizjanie z większością czarnoskórych wyborców. Uznał, że to rasa była dominującym czynnikiem przy jego wyznaczaniu, co – zdaniem większości w Sądzie – jest sprzeczne z konstytucją.
„Sekcja 2 ustawy o prawach wyborczych (Voting Rights Act) miała na celu egzekwowanie Konstytucji – a nie wchodzenie z nią w konflikt” – napisał w imieniu większości sędzia Samuel Alito. Prezydent Donald Trump określił to orzeczenie jako zwycięstwo „równej ochrony wobec prawa”, dziękując Alito za opinię, która – jak stwierdził – przywraca ustawę o prawach wyborczych do jej „pierwotnego zamysłu”.
W USA zmieniają okręgi wyborcze. Podkopywanie prawa działającego ponad 60 lat
Chociaż sąd formalnie pozostawił Sekcję 2 ustawy o prawach wyborczych w mocy, decyzja ta jest kolejną z serii orzeczeń, które w praktyce osłabiają to przełomowe prawo z 1965 roku. Wywodzi się ono z ruchu na rzecz praw obywatelskich i miało chronić zbiorową siłę głosu mniejszości rasowych. Voting Rights Act został uchwalona niemal 100 lat po tym, jak po zakończeniu wojny secesyjnej 15. poprawka do Konstytucji zakazała dyskryminacji rasowej w głosowaniu.
Ustawa, wspierana przez czarnoskórych aktywistów i podpisana przez Lyndona B. Johnson – białego prezydenta pochodzącego ze stanu objętego segregacją rasową – była zwieńczeniem dziesięcioleci działań tych, którzy walczyli o prawa wyborcze w kraju naznaczonym historią niewolnictwa. Przepisy tej ustawy pomogły tysiącom wyborców dotrzeć do urn i po raz pierwszy dały czarnoskórym obywatelom na Południu realny i znaczący głos w sprawowaniu władzy.
Czytaj więcej
Posąg generała Roberta E. Lee, dowódcy Konfederatów z czasów amerykańskiej wojny secesyjnej, został usunięty ze stolicy stanu Wirginia, Richmond.
Stąd demokraci zupełnie inaczej od konserwatywnych komentatorów zinterpretowali postanowienie Sądu Najwyższego. Były prezydent Barack Obama ostrzegł, że decyzja „w praktyce podkopuje jeden z kluczowych filarów” ustawy, umożliwiając legislaturom osłabianie siły głosu mniejszości, a stanom republikańskim możliwość zmiany map kongresowych pod pretekstem, że te sprzyjają grupom mniejszościowym.
Czarni wyborcy będą mieli mniej reprezentantów. Ale również Latynosi i Azjaci
Eksperci spodziewają się, że orzeczenie doprowadzi do ograniczenia reprezentacji mniejszości na wszystkich szczeblach władzy. Przede wszystkim doprowadzi do istotnych zmian w sposobie reprezentacji czarnoskórych wyborców na południu kraju, ale może ono również wpłynąć na to, jak reprezentowani są Latynosi i Amerykanie pochodzenia azjatyckiego w tych częściach kraju, gdzie stanowią znaczną część elektoratu.
Melissa Morales, założycielka i prezes Somos Votantes – organizacji reprezentującej wyborców latynoskich, podkreśla, że Sekcja 2 ustawy o prawach wyborczych była mechanizmem ochronnym, który powstrzymywał polityków przed tworzeniem map „mających na celu osłabienie i uciszenie naszego głosu”, argumentując, że sąd uczynił tę ochronę „niemal całkowicie bez znaczenia”.
Czytaj więcej
Donald Trump boi się konsekwencji przegranej Republikanów w tegorocznych wyborach do Kongresu i próbuje zmienić sposób, w jaki wybory się odbywają....
W Kalifornii ustawa o prawach wyborczych odegrała kluczową rolę w budowaniu siły politycznej wyborców latynoskich. Wykorzystano ją do wyznaczenia okręgów z większością latynoską, które od lat 70. umożliwiły wprowadzenie Latynosów do struktur władzy, które wcześniej były dla nich zamknięte – od poziomu federalnego w dół. Obecnie latynoscy politycy zajmują niemal jedną trzecią miejsc w legislaturze stanowej Kalifornii i stanowią ponad jedną czwartą jej delegacji do Kongresu.
Teksas, Illinois, Nowy Jork i Arizona również wykorzystywały ustawę o prawach wyborczych do wyznaczania okręgów z większością latynoską. – To naprawdę zmienia zasady gry, jeśli chodzi o reprezentację Latynosów – powiedział w wywiadzie dla „New York Timesa” Thomas A. Saenz, prezes Mexican American Legal Defense and Educational Fund.
Twierdzi, że osłabienie Voting Rights Act w mocno demokratycznej Kalifornii nie zmieni latynoskiej reprezentacji w strukturach władzy, bo ta grupa etniczna stanowi 41 proc. ludności stanu i okręgi wyborcze z jej większością nadal będą tam istnieć, nawet bez uwzględniania kryterium rasowego przy wyznaczaniu ich granic. Niemniej jednak może w Kalifornii oraz innych stanach dojść do pozwów sądowych podważających granice okręgów wyborczych, które powstały na mocy Voting Rights Act.
Czytaj więcej
Elektorzy nie muszą kierować się prawem stanowym i mogą głosować na tego kandydata, którego sami popierają. Czy to początek reformy systemu wyborcz...
Decyzja ta może osłabić natomiast siłę polityczną Amerykanów pochodzenia azjatyckiego. Przykładowo, w Kalifornii stanowią 17 proc. populacji i dopiero niedawno liczebność tej grupy stała się na tyle duża, by możliwe było wykorzystanie ustawy o prawach wyborczych do wyznaczania okręgów z większością azjatycko-amerykańską. – Zbliżaliśmy się do momentu, pozwalającego nam wybierać przedstawiciela wywodzącego się z naszej społeczności. To prawo jest nam odbierane – powiedział John C. Yang, prezes organizacji Asian Americans Advancing Justice, działającej na rzecz praw obywatelskich.
Republikańskie manipulowanie mapami
Prezes Democratic Legislative Campaign Committee, Heather Williams, w wywiadzie dla „Newsweeka” określiła ubiegłotygodniowe orzeczenie Sądu Najwyższego jako „dramatyczny dzień dla demokracji”, argumentując, że osłabienie Sekcji 2 daje republikanom większą swobodę w „manipulowaniu mapami w celu ochrony własnej władzy”.
Czytaj więcej
Prezydent Trump od dawna próbuje wpłynąć na sposób przeprowadzenia wyborów. Jego najnowszy pomysł polega na tym, by republikanie „przejęli” adminis...
W trwającej od zeszłego roku walce na granice okręgów wyborczych – po zatwierdzeniu nowej mapy okręgów kongresowych na Florydzie, która zagraża 4 mandatom demokratycznym – decyzja Sądu Najwyższego co do Luizjany daje republikanom niewielką przewagę, bo zmusza władze stanowe do przerysowania mapy okręgów kongresowych. A to może kosztować demokratów jeden mandat.
Przy czym w wyrównanych wyborach nawet niewielkie zmiany w granicach okręgów mogą przesądzić o kontroli nad Izbą Reprezentantów.
Długoterminowe skutki jednej decyzji
Czas pokaże, czy rzeczywiście pomoże to republikanom już w tegorocznych wyborach, bo partia ta boryka się z poważnym osłabieniem sympatii wyborców z powodu wojny z Iranem, która powoduje wzrost cen paliw, a notowania poparcia dla Donalda Trumpa spadają.
Demokraci ostrzegają jednak, że w perspektywie czasu, orzeczenie to szerzej otwiera drogę stanom kontrolowanym przez republikanów do demontażu okręgów, które dotąd sprzyjały kandydatom Partii Demokratycznej, dając obecnie głos mniejszościom. Pełny wpływ decyzji Sądu może pokazać się w całej okazałości przed wyborami w 2028 r. W najgorszym przypadku, w którym kontrolowane przez republikanów stany w całym kraju maksymalnie wykorzystałyby swoje możliwości, przerysowując okręgi wyborcze dla uzyskania przewagi partyjnej, demokraci mogliby być zagrożeni utratą około tuzina okręgów na Południu.
Sposobem na to jest zwiększenie większości demokratów w legislaturach stanowych. W ten sposób demokratyczni gubernatorzy mieliby poparcie w przeciwdziałaniu republikańskim manipulacjom granicami okręgów wyborczych.