Wśród 800 tys. pracowników federalnych przebywających na bezpłatnych urlopach, w związku z impasem pomiędzy prezydentem Donaldem Trumpem, a zdominowaną przez Demokratów Izbą Reprezentantów, są m.in. pracownicy (w tym również agenci) FBI.

Sektor służby publicznej jest w USA największym pracodawcą, zatrudniając ponad 2 mln osób, o 500 tys. więcej niż sieć supermarketów Walmart.

Obecnie ok. 40 proc. pracowników federalnych zostało dotkniętych skutkami shutdownu. Niektóre instytucje federalne - niektóre Departamenty amerykańskiej administracji nie mają w ogóle środków na bieżące działanie.

Na to, że sytuacja amerykańskich urzędników jest trudna w związku z zamknięciem rządu wskazują średnie zarobki w niektórych instytucjach. Tylko połowa urzędników zarabia od 53 tys. do 116 tys. dolarów rocznie - dopiero w tej grupie znajdują się osoby zarabiające powyżej średniej krajowej (nieco ponad 60 tys. dolarów rocznie).

Szczególnie źle wyglądają na tym tle pracownicy FBI, którzy zarabiają - średnio - zaledwie 37118 dolarów rocznie. To mniej niż wynosi średnia płaca np. w amerykańskiej Służbie Leśnej (62957 dolarów) i niemal cztery razy mniej niż średnie wynagrodzenie w Agencji Ochrony Środowiska (115555 dolarów rocznie).

Najwyższe zarobki w FBI osiągają agenci, ale już pracownicy administracyjni Biura - np. technicy ds. elektroniki - zarabiają od 35 do 57 tys. dolarów rocznie.

Najniższe średnie wynagrodzenie otrzymują pracownicy Agencji odpowiedzialnej m.in. za bezpieczeństwo pasażerów na lotniskach w USA (Transportation Security Administration - TSA), którzy zarabiają przeciętnie zaledwie 17890 dolarów rocznie.