Do niewielkiej, liczącej około 450 mieszkańców słowackiej Mlynicy w ciągu kilku dni zaczęły zjeżdżać tysiące osób. Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, odwiedzający przybywają m.in. z Czech, Węgier, Niemiec, Korei Południowej i różnych regionów Słowacji, choć najliczniejszą grupę stanowią Polacy. Wiele osób pokonuje setki kilometrów, aby zobaczyć na własne oczy słynne bordowe pola.

– U nas czegoś takiego nie ma. Pracuję przy kwiatach i musiałam to zobaczyć na żywo. To miejsce robi ogromne wrażenie – relacjonowała turystka z Gdańska w rozmowie ze słowackimi mediami.

Pole koniczyny jak holenderskie plantacje tulipanów

W internecie widok pola często porównywany jest do znanych holenderskich plantacji tulipanów. Entuzjazm odwiedzających ma jednak drugą stronę – dla rolników oznacza coraz większe straty i chaos na uprawach.

Czytaj więcej

Kanada ma bon dla turystów – zachęca do zwiedzania obniżkami

Przewodniczący lokalnej spółdzielni rolniczej, Ludovít Dorko, przypomina, że koniczyna została zasiana po wcześniejszych problemach z kradzieżami warzyw.

– Przez lata uprawialiśmy marchew, pietruszkę i cebulę, ale regularnie traciliśmy plony przez złodziei. Dlatego zdecydowaliśmy się na koniczynę, licząc, że nikt jej nie ruszy. Rzeczywiście nie kradną, ale teraz niszczą wszystko na dużo większą skalę – podkreślił.

Turyści niszczą uprawy na Słowacji

Rolnicy alarmują, że turyści ignorują zakazy i wchodzą w głąb upraw, tworząc ścieżki, organizując sesje zdjęciowe, a nawet wjeżdżając na pole rowerami i motocyklami.

– Ludzie są gotowi zniszczyć miesiące naszej pracy tylko po to, by zrobić jedno zdjęcie i zdobyć kilka polubień w internecie – dodał Dorko.

Czytaj więcej

Turystyka motorem gospodarki światowej. Daje pracę i rozwój

Mimo ustawionych znaków zakazu wstępu, teren jest regularnie deptany, a sytuacja staje się coraz trudniejsza do kontrolowania. W związku z dużym ruchem turystycznym interweniuje już policja, a dodatkowym problemem są samochody blokujące wąskie drogi dojazdowe i utrudniające życie mieszkańcom.

Rolnicy podkreślają, że nie sprzeciwiają się zainteresowaniu, ale oczekują poszanowania prywatnej własności i pracy. Właściciele plantacji rozważają wprowadzenie wyznaczonych stref dla odwiedzających, a nawet pobieranie opłat za wejście na teren pól.