– Obecny wzrost jest bardzo duży. Spodziewałam się jednak, że 14 proc. będzie na koniec ubiegłego roku. Tymczasem późne wydatkowanie środków z funduszu pracy spowodowało opóźnienie tego wzrostu o miesiąc – komentuje prof. Elżbieta Kryńska, ekonomistka z Uniwersytetu Łódzkiego.

Większym optymistą jest Grzegorz Baczewski, ekspert Konfederacji Lewiatan. – Wzrost bezrobocia może wydawać się wysoki, jednak analizując sezonowe zmiany, należało się go spodziewać – komentuje. – Takie oczekiwania były tym bardziej uzasadnione, że grudzień był stosunkowo korzystny dla rynku pracy. Wynikało to z jednej strony z poprawy sytuacji gospodarczej, a z drugiej z dość łagodnej zimy – dodaje.

Z danych resortu wynika, że w urzędach pracy na koniec poprzedniego miesiąca zarejestrowanych było aż 2,25 mln osób. To w porównaniu z grudniem aż o 101,6 tys. więcej osób bez pracy.

Tradycyjnie bezrobocie najsilniej rośnie w grudniu i styczniu, kiedy wygasają prace sezonowe, a wielu osobom skończyły się umowy o pracę zawarte na czas określony. Tyle że w styczniu 2013 r. takich osób było 159 tys., w 2012 – 139 tys., w 2011 r. – 150 tys., a w 2010 r. – 160 tys.

– Wzrost stopy bezrobocia w okresie styczeń-grudzień był najniższy od pięciu lat. Pozwala to mieć nadzieję, że dzięki poprawiającej się sytuacji gospodarczej przyrosty stopy bezrobocia w kolejnych miesiącach będą wolniejsze niż przed rokiem – uważa Baczewski.

Pracodawcy zgłosili w styczniu do urzędów 72,5 tys. miejsc pracy. Z jednej strony, biorąc pod uwagę liczbę osób bez pracy, jest to kropla w morzu potrzeb. Z drugiej – ofert pracy jest o 26,3 tys. więcej niż przed miesiącem. Najwięcej ich przybyło w województwie zachodniopomorskim i świętokrzyskim.