Na dzisiejszą inaugurację Łukaszenki zaproszono kilkaset osób, w tym wyższych urzędników oraz wybrane media. Wbrew zwyczajom zaproszenia nie otrzymali przedstawiciele korpusu dyplomatycznego, a uroczystości nie transmitowała państwowa telewizja.

Na wieść o utajnionej inauguracji Łukaszenki, którego kraje Zachodu, takie jak Niemcy, Litwa Słowacja i Polska, nie uznają za prezydenta, na ulice białoruskich miast znów wylegli protestujący.

Część z nich miała na głowach papierowe korony, co ma być aluzją do nielegalnego, ich zdaniem, zaprzysiężenia Łukaszenki.

W Mińsku milicja brutalnie rozpędziła uczestników demonstracji, używając przeciwko nim armatek wodnych i gazu łzawiącego. Protestujący byli siłą wpychani do samochodów i wywożeni w nieznanym kierunku.

Media informują, że co najmniej kilka osób zostało rannych, jak dotąd około 100 zostało zatrzymanych.

Trudno ocenić liczbę uczestników, bo ludzie gromadzą się w różnych miejscach w Mińsku, Grodnie, Brześciu czy w Mohylewie.

Zaprzysiężenie Łukaszenki miało się odbyć przed 9 października. Zdecydowano się na uroczystość wcześniejszą i nie informowano o niej mediów i opinii publicznej, by nie prowokować kolejnej wielkiej demonstracji.