Termin kokushobi został wprowadzony do japońskiego systemu w kwietniu bieżącego roku. Zdefiniowano go formalnie jako dni, w których maksymalna temperatura wynosi 40 stopni Celsjusza lub więcej. Krok ten był niezbędny, ponieważ wcześniej najwyższym stopniem zagrożenia był poziom moshobi, oznaczający dni z temperaturą osiągającą co najmniej 35 stopni Celsjusza.

21 i 22 lipca w kilku miejscach Japonii było ponad plus 40 stopni Celsjusza

„Nowa kategoria ma na celu znacznie skuteczniejsze ostrzeganie społeczeństwa przed ekstremalnie niebezpiecznym upałem” – wyjaśnia w oficjalnym komunikacie Japońska Agencja Meteorologiczna.

Czytaj więcej

Wreszcie trochę cieplej, ale tylko w połowie Polski. W drugiej połowie deszcz i burze

Pierwsze w historii kokushobi odnotowano 21 lipca w środkowej części głównej japońskiej wyspy Honsiu. Słupki rtęci przekroczyły tam wówczas 40 st. C w miastach Tajimi (40,3 st. C) i Gujo (40,0 st. C) w prefekturze Gifu oraz w Toyodzie (40,1 st. C) w prefekturze Aichi.

22 lipca ekstremalnie niebezpieczna aura utrzymała się w wielu regionach. Stacje pomiarowe wskazały 40,6 st. C w mieście Kuwana czy 40,1 st. C w Hamamatsu. Miejscowości te znajdują się w gęsto zaludnionym regionie Tokai. W związku z rosnącym zagrożeniem alert przed udarem cieplnym ogłoszono już w 41 z 47 prefektur kraju.

W Tokio jednego dnia 287 hospitalizacji z objawami udaru cieplnego

Fala upałów zbiera w kraju tragiczne żniwo. 20 i 21 lipca z powodu przegrzania organizmu zmarły co najmniej trzy osoby. Z kolei w Tokio w poniedziałek z objawami udaru cieplnego hospitalizowano 287 osób. Liczba interwencji pogotowia ratunkowego w stolicy wyniosła tego dnia 3454 i była najwyższa od rozpoczęcia prowadzenia takich statystyk w 1963 r.

Ratownicy apelują o unikanie przebywania na zewnątrz w najgorętszych porach dnia. Lekarze przypominają o konieczności chłodzenia pomieszczeń klimatyzacją oraz o regularnym uzupełnianiu płynów i soli, zanim pojawi się uczucie pragnienia.