Z tego artykułu dowiesz się:
- Co naprawdę wydarzyło się 13 października na dworcu w Warszawie?
- Co ujawniają nagrania z monitoringu w kontekście przebiegu zdarzenia na peronie dworca?
- Jakie inne podobne przypadki miały miejsce w Polsce?
- Jakie dalsze kroki prawne zostały podjęte przez pełnomocniczkę poszkodowanego w celu wznowienia dochodzenia.
13 października ubiegłego roku Piotr Perczyński, 19-letni świeżo upieczony student instrumentalistyki Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie, wracał do domu z imprezy zapoznawczej z kolegami z pierwszego roku. Wysiadł z SKM-ki na dworcu Warszawa Wschodnia na peronie szóstym chwilę po godz. 22. Piotr jest pod wpływem alkoholu – chwieje się na nogach i zatacza, idąc w stronę wyjścia. Kiedy 23 sekundy później kierownik pociągu daje zgodę maszyniście na odjazd, Piotr, znajdujący się w tzw. strefie zagrożenia, tuż przy wagonie, traci równowagę i dwukrotnie odbija się od rozpędzającego się składu. W końcu wpada w szeroki tunel między peronem a torami – zostaje wciągnięty pod pociąg, który po nim przejeżdża, ale się nie zatrzymuje. Piotr traci obie nogi poniżej kolan. Jego krzyki i wołanie o pomoc słyszy kobieta stojąca na peronie. Tylko dzięki niej, następny pociąg, który za 10 minut miał wjechać na ten tor, zostaje przekierowany na inny peron, co ratuje mu życie.
Czytaj więcej
Bankowcy otworzyli kiesę i chętnie finansują rozwój kolejnictwa, które wydaje się ma przed sobą lata rozwoju.
Prokuratura umarza dochodzenie uznając winę pokrzywdzonego
17 października, a więc cztery dni później, Prokuratura Rejonowa Warszawa Praga-Południe wydaje postanowienie o umorzeniu dochodzenia. Zdarzenie uznaje za nieszczęśliwy wypadek, do którego doprowadził sam pokrzywdzony. Jej zdaniem drużyna pociągowa nie naruszyła zasad bezpieczeństwa w ruchu kolejowym. Prokuratura nie występuje o dowody z dokumentacji medycznej, nie powołuje biegłego medycyny sądowej. Obrażenia pokrzywdzonego – amputacja obu nóg – nie kwalifikują się jako ciężki uszczerbek na zdrowiu, ale jako skutkujące naruszeniem czynności ciała lub rozstrojem zdrowia na czas powyżej siedmiu dni. Nie zabezpiecza ani zapisu korespondencji radiowej pomiędzy maszynistą SKM a kierownikiem pociągu, ani samego rejestratora (tzw. czarnej skrzynki). Nie przesłuchuje Piotra Perczyńskiego, który leży w Szpitalu Wojskowym przy ul. Szaserów w Warszawie, chociaż mężczyzna pamięta, co się stało.
Pełnomocnik pokrzywdzonego otrzymuje decyzję o umorzeniu dopiero 11 grudnia, a więc blisko dwa miesiące później, w efekcie wielokrotnych próśb i monitów. Jest w nim stwierdzenie, jakoby Piotr Perczyński w momencie rozruchu pociągu znajdował się w bezpiecznym miejscu, poza strefą zagrożenia. W protokole oględzin zapisu nagrania monitoringu z dworca Warszawa Wschodnia, zapisano, że kierownik pociągu widzi Piotra Perczyńskiego, który idzie prosto i wychodzi poza żółtą linię przy krawędzi peronu. Dopiero wtedy daje znak do odjazdu pociągu.