Reklama

To nie był nieszczęśliwy wypadek. Kto naprawdę jest winny tragedii 19-letniego studenta

Po czterech dniach dochodzenia prokuratura uznała, że to Piotr Perczyński, zataczając się, wpadł pod pociąg. Zapis monitoringu z peronu pokazuje jednak zupełnie inną sekwencję zdarzeń, które doprowadziły do dramatu. Piotr stracił obie nogi.
Do tragicznego zdarzenia doszło 13 października 2025 r. na dworcu Warszawa Wschodnia (fot. ilustracy

Do tragicznego zdarzenia doszło 13 października 2025 r. na dworcu Warszawa Wschodnia (fot. ilustracyjna)

Foto: Tomasz Warszewski - stock.adobe.com

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co naprawdę wydarzyło się 13 października na dworcu w Warszawie?
  • Co ujawniają nagrania z monitoringu w kontekście przebiegu zdarzenia na peronie dworca?
  • Jakie inne podobne przypadki miały miejsce w Polsce?
  • Jakie dalsze kroki prawne zostały podjęte przez pełnomocniczkę poszkodowanego w celu wznowienia dochodzenia.

13 października ubiegłego roku Piotr Perczyński, 19-letni świeżo upieczony student instrumentalistyki Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina w Warszawie, wracał do domu z imprezy zapoznawczej z kolegami z pierwszego roku. Wysiadł z SKM-ki na dworcu Warszawa Wschodnia na peronie szóstym chwilę po godz. 22. Piotr jest pod wpływem alkoholu – chwieje się na nogach i zatacza, idąc w stronę wyjścia. Kiedy 23 sekundy później kierownik pociągu daje zgodę maszyniście na odjazd, Piotr, znajdujący się w tzw. strefie zagrożenia, tuż przy wagonie, traci równowagę i dwukrotnie odbija się od rozpędzającego się składu. W końcu wpada w szeroki tunel między peronem a torami – zostaje wciągnięty pod pociąg, który po nim przejeżdża, ale się nie zatrzymuje. Piotr traci obie nogi poniżej kolan. Jego krzyki i wołanie o pomoc słyszy kobieta stojąca na peronie. Tylko dzięki niej, następny pociąg, który za 10 minut miał wjechać na ten tor, zostaje przekierowany na inny peron, co ratuje mu życie.

Czytaj więcej

Sektor finansowy przeznacza miliardy na koleje

Prokuratura umarza dochodzenie uznając winę pokrzywdzonego

17 października, a więc cztery dni później, Prokuratura Rejonowa Warszawa Praga-Południe wydaje postanowienie o umorzeniu dochodzenia. Zdarzenie uznaje za nieszczęśliwy wypadek, do którego doprowadził sam pokrzywdzony. Jej zdaniem drużyna pociągowa nie naruszyła zasad bezpieczeństwa w ruchu kolejowym. Prokuratura nie występuje o dowody z dokumentacji medycznej, nie powołuje biegłego medycyny sądowej. Obrażenia pokrzywdzonego – amputacja obu nóg – nie kwalifikują się jako ciężki uszczerbek na zdrowiu, ale jako skutkujące naruszeniem czynności ciała lub rozstrojem zdrowia na czas powyżej siedmiu dni. Nie zabezpiecza ani zapisu korespondencji radiowej pomiędzy maszynistą SKM a kierownikiem pociągu, ani samego rejestratora (tzw. czarnej skrzynki). Nie przesłuchuje Piotra Perczyńskiego, który leży w Szpitalu Wojskowym przy ul. Szaserów w Warszawie, chociaż mężczyzna pamięta, co się stało.

Pełnomocnik pokrzywdzonego otrzymuje decyzję o umorzeniu dopiero 11 grudnia, a więc blisko dwa miesiące później, w efekcie wielokrotnych próśb i monitów. Jest w nim stwierdzenie, jakoby Piotr Perczyński  w momencie rozruchu pociągu znajdował się w bezpiecznym miejscu, poza strefą zagrożenia. W protokole oględzin zapisu nagrania monitoringu z dworca Warszawa Wschodnia, zapisano, że kierownik pociągu widzi Piotra Perczyńskiego, który idzie prosto i wychodzi poza żółtą linię przy krawędzi peronu. Dopiero wtedy daje znak do odjazdu pociągu.

Reklama
Reklama

Nagranie z kamer na peronie, które udaje się w końcu pozyskać pełnomocniczce Piotra Perczyńskiego mec. Natalii Jandzie, jest bardzo dobrej jakości – pokazuje jednak zupełnie inny przebieg zdarzenia.

Co naprawdę wydarzyło się na peronie numer sześć

Pociąg Szybkiej Kolei Miejskiej linii S2 relacji Sulejówek Miłosna – Warszawa Lotnisko Chopina o numerze 10870 wjeżdża na peron szósty tor 22 stacji Warszawa Wschodnia o godzinie 22:00:24.820. Piotr Perczyński wychodzi z pociągu o godzinie 22:01:05.020. Zatacza się, widać, że mężczyzna jest pijany. Cztery sekundy później na peron wychodzi kierownik pociągu – w tym czasie Piotr Perczyński nadal jest poza żółtą linią, a więc w strefie zagrożenia, porusza się wzdłuż krawędzi peronu. Nagranie pokazuje, że kierownik powraca do pociągu po pięciu sekundach (jest dokładnie godzina 22:01:14:070), w momencie, w którym Piotr Perczyński nie opuścił całym ciałem strefy zagrożenia. Na nagraniu z godziny 22:01:16.020 pijany mężczyzna po raz pierwszy przekracza żółtą linię całym ciałem – kierownik pociągu tego najprawdopodobniej nie widzi, bo znajduje się już wewnątrz składu. Od tego momentu aż do chwili, gdy rusza pociąg mija siedem sekund – przez cały ten czas Piotr Perczyński znajduje się w strefie zagrożenia, tuż przy krawędzi peronu. 

Bezpośrednią przyczyną wypadku było niezweryfikowanie przez kierownika bezpieczeństwa pieszych na peronie i wydanie sygnału do odjazdu pociągu mimo iż Piotr Perczyński znajdował się za żółtą linią

mec. Natalia Janda, pełnomocniczka Piotra Perczyńskiego

W zażaleniu na umorzenie dochodzenia mec. Janda wskazuje na zeznania Marcina S., kierownika pociągu, które przeczą dowodom z nagrania. Przyznaje w nich, że nie widział nikogo w pobliżu pociągu. W uzasadnieniu do sądu, pełnomocniczka pisze: „Od momentu wyjścia Piotra Perczyńskiego z wagonu do momentu wprawienia pociągu w ruch minęło 23 sekundy. Podczas tych 23 sekund pokrzywdzony zataczał się i chwiał na nogach, nie mogąc złapać równowagi. 23 sekundy były obiektywnie wystarczające, by zauważyć pokrzywdzonego i podjąć działania zmierzające do usunięcia zagrożenia”.

Piotr Perczyński

Piotr Perczyński

Foto: arch. rodzinne

Jej zdaniem kierownik pociągu nie powinien pozwolić, by kolejka ruszyła. – Piotr Perczyński nie zbliżył się do odjeżdżającego ze stacji pociągu, co doprowadziło do tragedii, jak twierdzi prokurator. Tylko był w jego bezpośredniej bliskości przez cały ten czas. Nieprawdą jest również, że szedł prosto. Pokrzywdzony chwiał się i zataczał – mówi mec. Natalia Janda. Jej zdaniem, bezpośrednią przyczyną wypadku było niezweryfikowanie przez kierownika bezpieczeństwa pieszych na peronie i wydanie sygnału do odjazdu pociągu, mimo iż Piotr Perczyński znajdował się za żółtą linią.

Reklama
Reklama

Chce, by prokuratura ustaliła w śledztwie, czy kierownik pociągu dał maszyniście sygnał do odjazdu, a zatem czy to on ponosi odpowiedzialność karną za zaistniałe zdarzenie, czy takiego sygnału maszynista nie otrzymał.

Seria podobnych wypadków. Urząd Transportu Kolejowego żąda szkoleń na kolei

Przypadek Piotra Perczyńskiego nie jest odosobniony. W tym roku, w odstępstwie kilku tygodni dochodzi do pięciu tragicznych w skutkach zdarzeń na kolei. W połowie lutego w Bierwieckiej Woli 17-letni Dominik pomógł pasażerce pociągu wynieść wózek na peron. Gdy próbował wrócić do pociągu, został przytrzaśnięty drzwiami, a następnie wciągnięty pod koła – walczy o życie w szpitalu. Tydzień wcześniej, na stacji Pabianice 69-letnia kobieta wpadła między peron a wagon. Jej ciało zostało odnalezione dopiero po sześciu godzinach. W Pietrzykowicach Żywieckich pociąg Kolei Śląskich zatrzasnął drzwi wysiadającej matce z czworgiem małych dzieci. Kobieta i troje dzieci były już na zewnątrz, wózek z niemowlęciem pozostał w pociągu. 

Po serii wypadków stanowczo zareagował prezes Urzędu Transportu Kolejowego Ignacy Góra. Ich analiza wskazuje na to, że doszło do nich w wyniku zaniedbań związanych z zapewnieniem bezpiecznych warunków wsiadania i wysiadania z pociągu oraz nieprawidłowej obserwacji peronu i drzwi przez personel przewoźnika. Sprawy wypadku Piotra Perczyńskiego nie badano, bo, jak mówi nam rzecznik UTK Tomasz Frankowski, analizowano „tylko przypadki z 2026 i jeden z końca grudnia 2025 z Dęblina, gdzie dzieci zostały na peronie, a rodzice zostali w pociągu”. Na początku marca prezes Góra zwołał pilne posiedzenie zespołu ds. monitorowania poziomu bezpieczeństwa sektora kolejowego w Polsce. – Czujemy, że procedury przygotowania pracowników, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo, nie do końca zadziałały – stwierdza prezes UTK. Żąda od przewoźników przeprowadzenia szkoleń pracowników kolei m.in. dotyczących bezwzględnego nadzoru nad procesem wsiadania i wysiadania oraz zasad komunikacji między kierownikiem pociągu a maszynistą. 

Nasze analizy wykazały, że obowiązujące w naszej spółce regulacje są zgodne z przepisami prawa oraz w sposób jednoznaczny określają odpowiedzialność naszego personelu za bezpieczny przebieg wymiany pasażerów

Karol Adamaszek, rzecznik SKM

Przedstawiciele warszawskiej Szybkiej Kolei Miejskiej byli na tym spotkaniu. Jakie działania podjęto? „Niezależnie od posiedzenia zespołu prowadzone przez nas wcześniej analizy wykazały, że obowiązujące w naszej spółce regulacje są zgodne z przepisami prawa oraz w sposób jednoznaczny określają odpowiedzialność naszego personelu za bezpieczny przebieg wymiany pasażerów. Stąd też, po posiedzeniu zespołu nie czuliśmy się zobowiązani do wprowadzenia dodatkowych regulacji wewnętrznych. Już teraz bowiem mamy wzmocniony nadzór nad procesem organizacji postoju pociągu na przystankach oraz stacjach (m.in. poprzez kontrole wewnętrzne prowadzone na peronach)” – odpowiada na nasze pytania Karol Adamaszek, rzecznik SKM. Spółka prowadzi prewencyjną kampanię informacyjną skierowaną do pasażerów, której „celem jest zwiększenie świadomości zagrożeń w strefie peron–pojazd oraz ograniczenie przypadków prób wsiadania po podaniu sygnału odjazdu”.

Czy sąd nakaże prokuraturze wszcząć śledztwo w sprawie wypadku studenta?

– Oczekuję od organów ścigania tylko i wyłącznie rzetelnej realizacji ich ustawowych zadań, w tym zgromadzenia i analizy dostępnego materiału dowodowego. W sprawie pana Piotra Perczyńskiego materiał nie został w pełni zgromadzony pomimo jego dostępności, a dokonana analiza była pobieżna, co w konsekwencji doprowadziło do niezasadnego i przedwczesnego umorzenia postępowania – mówi nam mec. Natalia Janda. Jej zażalenie oceni sąd.

Reklama
Reklama

Piotr Perczyński przeszedł kilka operacji – kolejne przed nim. Został podopiecznym Fundacji Drużyna Błażeja i siepomaga.pl, by zebrać środki na leczenie, rehabilitację, protezy, sprzęt, dostosowanie mieszkania. Zebrano ponad pół miliona złotych od ponad 7,5 tys. darczyńców. 

Bardzo chciałby wrócić na studia. Gra na puzonie, pianinie i gitarze od siódmego roku życia. „Piotrze, z głębi serca życzymy Ci szybkiego powrotu do zdrowia i czekamy na Ciebie. Jesteśmy z Tobą!” – napisała uczelnia.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
Jedna rata i większa kontrola nad budżetem domowym?
Materiał Promocyjny
Bank Pekao przyjął Plan Dekarbonizacji
Społeczeństwo
Zmiana czasu to nie tylko godzina mniej snu. Naukowcy ostrzegają przed skutkami
Społeczeństwo
Kto zapłacił za ewakuację Polaków z Bliskiego Wschodu? Specjalna umowa z agencją
pogoda
Początek wiosny pod znakiem deszczu i niskich temperatur. Kiedy pogoda się poprawi?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama