Dotychczas na uruchomienie budżetów obywatelskich decydowały się głównie gminy i część powiatów. Właśnie dołączył do nich Małopolski Urząd Marszałkowski, który ma do rozdysponowania 6 mln zł.
Projekty obejmujące jeden lub kilka powiatów mieszkańcy mogą składać od kilku dni. Na przełomie czerwca i lipca będą mogli na nie głosować, a zwycięskie projekty zostaną ogłoszone pod koniec lipca.
Na razie zgłoszono dwa pomysły. Mieszkańcy Gorlic proponują rajd rowerowy, a Zabierzowa mają projekt z zakresu kultury.
– Minęło dopiero kilka dni, odkąd wystartował budżet. Liczymy na to, że pomysłów będzie przybywało, zazwyczaj w ostatnich dniach jest największe zainteresowanie i wtedy spływa najwięcej zgłoszeń – mówi nam Agnieszka Grybel-Szuber z Urzędu Marszałkowskiego w Krakowie.
Małopolska jest pierwszym województwem, które zdecydowało się na budżet obywatelski. Być może tym śladem pójdą inne regiony Polski.
– Rozważamy wprowadzenie budżetu partycypacyjnego w przyszłym roku. Jest to narzędzie budowania społeczeństwa obywatelskiego, otwartości i partycypacji społecznej w realizacji ważnych dla regionu przedsięwzięć, których być może nie zauważa się na poziomie władz regionu – mówi „Rzeczpospolitej" Elżbieta Anna Polak, marszałek województwa lubuskiego.
Wielkopolska na razie przymiarek nie robi. Podobnie Mazowsze. – Z uwagi na duże obciążenie janosikowym do tej pory nie podejmowaliśmy tego tematu, ale na pewno z uwagą będziemy przyglądali się doświadczeniom Małopolski – mówi Marta Milewska, rzecznik Urzędu Marszałkowskiego w Warszawie.
Pomysł chwali Anna Łukasiak, szefowa stowarzyszenia Nasz Sopot, które co roku w swoim mieście składa projekty do miejscowego budżetu partycypacyjnego, a wiele z nich jest potem realizowanych.
– W Małopolsce jest inny sposób myślenia, tam mieszkańcy osiedleni są od dziesięcioleci i się znają, więc taki pomysł może się sprawdzić. Wszystko zależy od jego reklamy – mówi Łukasiak.
Zauważa, że na Pomorzu w tym roku pierwszy raz samorządy wspólnie zorganizowały kampanię dotyczącą budżetów obywatelskich, a ich organizacja odbywa się w tym samym terminie.
Jednak innego zdania jest Przemek Dziewitek z krakowskiej Pracowni Obywatelskiej, która współtworzyła tam miejski budżet. – Jestem przeciwny temu, by wykorzystywać takie narzędzie aktywizacji wspólnot lokalnych i przerabiać go w swego rodzaju plebiscyt – mówi.
– Na poziomie gmin czy dzielnic jest to świetna okazja, żeby się spotkać, porozmawiać o lokalnych problemach, skonfrontować swoje pomysły. To przede wszystkim możliwość rozmowy z innymi mieszkańcami czy urzędnikami – tłumaczy Dziewitek.
Jego zdaniem inne regiony nie powinny kopiować tego pomysłu, bo to, co się sprawdza w małych lokalnych wspólnotach, niekoniecznie musi się sprawdzić na poziomie powiatu, zwłaszcza że ociera się o politykę.
Z kolei prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny z UJ, zauważa, że Polacy wciąż widzą tylko swoją zagrodę, która wyznacza im horyzont myślenia i działania.
– Chyba że za jej granicą dzieje się coś bardzo złego – wtedy to aktywizuje mieszkańców i mobilizuje do obrony. Z nami jest tak jak z pantofelkiem, który gromadzi się i angażuje, gdy przychodzi zagrożenie, a tak normalnie żyje w samotności – wyjaśnia profesor.