Redaktorka "Pierwego Kanału" pojawiła się na antenie podczas wieczornego serwisu informacyjnego. Prezenterka stacji zapowiadała w tym czasie materiał na temat rosyjsko-białoruskiej współpracy.

Marina Owsiannikowa trzymała w ręku transparent z hasłami "Stop wojnie", "Nie wierzcie propagandzie", "Oni was okłamują". Chwilę później została zatrzymana.

Czytaj więcej

Pięć minut prawdy, które ratuje reputację Rosji

Teraz, w rozmowie z agencją Reutera, Owsiannikowa, którą ukarano grzywną w wysokości 30 tys. rubli za umieszczenie w sieci nagrania ze sprzeciwem wobec wojny (za protest na antenie telewizji grozi jej sprawa karna), stwierdziła, że martwi się o swoje bezpieczeństwo, ale ma nadzieję, że jej protest otworzy oczy Rosjan na otaczającą ich propagandę.  

Owsiannikowa deklaruje, że nie zamierza wyjeżdżać z Rosji i ma nadzieję, że nie usłyszy zarzutów karnych.

Chciałabym, aby moje poświęcenie nie poszło na marne, żeby ludzie otworzyli oczy

Marina Owsiannikowa

- Wierzę w to, co zrobiłam, ale teraz rozumiem skalę problemu, z jakim się mierzę i, oczywiście, bardzo martwię się o swoje bezpieczeństwo - stwierdziła.

- Absolutnie nie czuję się jak bohaterka... Chciałabym, aby moje poświęcenie nie poszło na marne, żeby ludzie otworzyli oczy - dodała.

Owsiannikowa wyjaśniła, że chciała protestować nie tylko przeciw wojnie, ale też wysłać wiadomość bezpośrednio do Rosjan. - Nie bądźcie takimi zombie; nie słuchajcie tej propagandy; nauczcie się analizować informacje, nauczcie się znajdować inne źródła informacji - nie tylko rosyjską telewizję państwową - stwierdziła.