Redaktorka najważniejszej, państwowej telewizji Rossija 1 weszła w poniedziałek do studia w trakcie nadawania na żywo wieczornego programu informacyjnego „Wremia”. Trzymała ręcznie zrobiony plakat z napisami po rosyjsku i angielsku: „Nie dla wojny. Przerwijcie wojnę. Nie wierzcie propagandzie. Tutaj wam kłamią. Rosjanie przeciw wojnie”.
Czytaj więcej
- Jeśli chodzi o tę dziewczynę, to było to chuligaństwo - tak rzecznik Kremla, Dmitrij Pieskow, określił protest rosyjskiej dziennikarki, Mariny Ow...
„Pięć sekund prawdy” – napisał o jej postępku opozycjonista Lew Szlosberg.
„Zawsze wam mówiłam: bądźcie jak skała. Co by się nie działo – jak skała” – napisała prowadząca program Jekaterina Andriejewa następnego dnia na Instagramie. Rosyjskie władze zablokowały go i karzą za używanie oprogramowania do łamania blokad, ale na pewno nie dotyczy to jednej z czołowych propagandystek Kremla.
Przy wejściu do studia siedział ochroniarz, ale nie zareagował, gdy wchodziła tam Owsiannikowa, prawdopodobnie dlatego, że kilkanaście lat już pracowała w telewizji i ją znał. Odpowiadała za montaż i tłumaczenie zagranicznych materiałów. Nieoficjalnie wiadomo, że większość dziennikarzy Rossiji 1 trzyma kciuki za Owsiannikową.
Samej bohaterki prawie dobę szukało trzech adwokatów. Początkowo zabrano ją na posterunek policji znajdujący się na terenie kompleksu telewizyjnego, budynek natychmiast otoczyła policja. Potem jednak zaczęto ją wozić po komendach. Prawdopodobnie władze nie mogły się zdecydować, jak zemścić się na niej: czy sądzić w trybie administracyjnym, czy może wytoczyć sprawę karną z oskarżenia o dezinformowanie o działaniach armii, za co grozi do 15 lat łagru. Możliwe, że nocą usiłowano ją zmusić do nagrania wideo z oświadczeniem przepraszającym.
Czytaj więcej
Marina Owsiannikowa, dziennikarka rosyjskiego Kanału pierwszego na wizji zorganizowała protest przeciw wojnie w Ukrainie. Kobieta została zatrzyman...
Społeczna organizacja OVD-Info, pomagająca prześladowanym przez władze, zwróciła się o pomoc do „roboczej grupy ds. porwanych i zaginionych” ONZ, a za Owsiannikową ujęła się Amnesty International. W końcu rzecznik Kremla nazwał jej postępek „chuligaństwem”, a adwokaci odnaleźli ją w jednym z sądów, gdzie oskarżano ją za „zorganizowanie publicznej imprezy bez zgody władz”. Wieczorem podawano, że została ukarana grzywną 30 tys. rubli (1200 zł).
Nikt nie wie dokładnie, dlaczego redaktorka wystąpiła przeciw wojnie. Wiadomo, że pochodziła z rodziny ukraińsko-rosyjskiej, jej ojciec był z Odessy. Możliwe, że wpłynęły na nią rozmowy z bliskimi z bombardowanego kraju. – Razem z kolegami odkryliśmy, że w Rosji mieszka co najmniej 11 mln ludzi, którzy mają krewnych w Ukrainie – mówi Michaił Kacurin, szef internetowego projektu „Papa, prowier” (Tato, sprawdź). Projekt skierowany jest właśnie do tych Rosjan, praktycznie odciętych od źródeł prawdziwej informacji i zamiast tego mających takie programy, jak „Wremia”. Nazwa wzięła się od rozmów Kacurina z własnym ojcem mieszkającym w Rosji i niewierzącym synowi, który opowiadał o barbarzyństwie rosyjskiej armii.