Laura Mesi, trenerka fitness, wcześniej zapowiedziała swojej rodzinie, że jeśli do czterdziestych urodzin nie spotka mężczyzny swojego życia, sobie przysięgnie miłość.

- Uważam, że to bardzo ważne - kochać siebie - mówi. Tłumaczy, ze jej gest ma być również sprzeciwem wobec deklarowania uczuć tylko osobie, którą się poślubia. - Jeśli pewnego dnia spotkam mężczyznę, z którym będę mogła spędzić życie, będzie super, ale moje szczęście od tego nie zależy - mówi Mesi.

Akt nie ma charakteru prawnego, a znaczenie jedynie symboliczne. Laura Mesi jest pierwszą Włoszką, która poślubiła sama siebie. Rok wcześniej uczynił to mieszkaniec Neapolu Nello Ruggiero.

Laura Mesi przyznaje, że taka uroczystość nie jest dla wszystkich - warto mieć wsparcie najbliższych i przyjaciół, a do podjęcia takiej decyzji niezbędna jest szczypta szaleństwa.

Mimo że na jej profilu na Fb pojawiają się tysiące gratulacji i życzeń szczęścia, pomysł solowego ślubu jest krytykowany jako przejaw narcyzmu i płytki i nic nie wnoszący gest sprzeciwu wobec wszechobecnego patriarchatu.

Informacje o poślubianiu samych siebie pojawiają się od 1993 roku. W Japonii funkcjonuje specjalna agencja, która organizuje uroczystości ślubne dla kobiet samotnie wychowujących dzieci, a amerykański portal "I Married Me" oferuje zestawy do urządzania "solowych" ślubów.

Działająca od ponad roku w Kanadzie agencja "Marry Yourself Vancouver" zauważa, że liczba takich uroczystości sukcesywnie rośnie, co powiązane jest z liczbą osób, które z różnych przyczyn decydują się na życie w pojedynkę.