Kilka transporterów opancerzonych i dziesiątki żołnierzy poruszających się pieszo wkroczyło w czwartek rano na główny plac największego miasta Kazachstanu, gdzie setki ludzi już trzeci dzień protestowały przeciwko rządowi - poinformowali korespondenci agencji Reutera.
Według świadków, słychać było strzały z broni palnej, gdy oddziały wojskowe zbliżały się do tłumu.
Policja poinformowała, że funkcjonariusze zabili "kilkudziesięciu" protestujących, którzy próbowali szturmować budynki rządowe. Agencja AP przekazała, że zginęło 12 funkcjonariuszy, a ciało jednego znaleziono bez głowy.
Telewizja państwowa poinformowała w czwartek, że Narodowy Bank Kazachstanu podjął decyzję o zawieszeniu działalności wszystkich instytucji finansowych. Internet w kraju jest w większości wyłączony.
Agencja informacyjna TASS zacytowała kazachskie Ministerstwo Zdrowia, które podało, że ponad 1000 osób zostało rannych podczas protestów, a ponad 400 z nich przebywa w szpitalu.
W protestach w Kazachstanie, wywołanych początkowo podwyżką cen paliw, zginęło we wtorek i środę ośmiu funkcjonariuszy, co skłoniło prezydenta kraju do zwrócenia się o pomoc m.in. do Rosji.
Obecnie zamieszki w dużej mierzej są wyrazem głęboko zakorzenionym niezadowoleniem z trzech dekad rządów byłego prezydenta Nursułtana Nazarbajewa i jego następcy.
Następca Nazarbajewa, Kasym-Żomart Tokajew, powiedział, że gangi przejmowały budynki, infrastrukturę i broń. - Jest to podważanie integralności państwa, a przede wszystkim atak na naszych obywateli, którzy proszą mnie... o pilną pomoc - powiedział.
Prezydent zarządził również ochronę rządu dla zagranicznych ambasad i przedsiębiorstw należących do zagranicznych firm. Reputacja kraju jako stabilnego pomogła przyciągnąć setki miliardów dolarów zagranicznych inwestycji w przemysł naftowy i metalurgiczny.
W odpowiedzi Rosjanie przekazali, że siły pokojowe Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym będą mogły pozostać w Kazachstanie do czasu opanowania sytuacji.