Czym się różni Pegasus od zwykłych podsłuchów?

Różnica jest taka jak między tasakiem a bombą atomową: ogromna przepaść, jeśli chodzi o możliwości ingerencji inwigilacyjnej. Jedną z podstawowych różnic między tradycyjnymi technikami kontroli operacyjnej jest to, że zgodę na nie wydaje sąd według procedur prawnych. Jeżeli jest to podsłuch telefoniczny, to zakłada się go na konkretny numer, a celem jest dokumentowanie i monitorowanie rozmów telefonicznych. Podsłuch pokojowy zakłada się w konkretnym mieszkaniu, pokoju. Natomiast Pegasus jest narzędziem informatycznym, które za pośrednictwem smartfona – do którego jest wprowadzony – jest w stanie monitorować rozmowy telefoniczne i wszystkie inne, które odbywają się w zasięgu tego telefonu. Uzyskuje też dostęp do całego archiwum plików: dźwiękowych, fotograficznych i dokumentów – wszystko, co dany człowiek posiada w telefonie i w chmurze cyfrowej. Służba prowadząca inwigilację uzyskuje nie tylko wiedzę o danym człowieku, jego zamierzeniach, historii, aktywności w danym momencie, ale również informacje na temat osób, firm, instytucji i zdarzeń, w których dana osoba uczestniczy.

Czytaj więcej

Paweł Kukiz odpowiada Donaldowi Tuskowi. "Wiem, że mogę być podsłuchiwany"

Czy Pegasus jest w Polsce opisany prawnie? Podlega zewnętrznej kontroli?

Nie, nie został opisany. Ostatnie regulacje dotyczące stosowania kontroli operacyjnej to początek 2016 r., kiedy dla naszych służb nie były jeszcze dostępne tego rodzaju narzędzia. Pegasus korzysta z luki prawnej, która ma stanowić furtkę legalizującą. W moim przekonaniu jednak stosowanie tego narzędzia na terenie Polski wobec polskich obywateli jest sprzeczne z prawem. Pegasus i podobne narzędzia są narzędziami szpiegowskimi. Służą do prowadzenia wywiadu poza granicami kraju wobec osób, które stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Nie podlega regulacjom prawnym, ponieważ jego celem nie jest zdobywanie dowodów, tylko wiedzy o zagrożeniach dla państwa. Oprogramowanie powstało w celu monitorowania aktywności terrorystycznej, a nie po to, żeby zdobywać dowody w procesie karnym.

Czy można się zorientować, że nasze życie poddane jest inwigilacji? Są ślady, że ktoś nas ogląda czy słucha?

Obawiam się, że ze względu na zaawansowanie technologiczne jest to niemożliwe. Są w tej chwili inicjatywy organizacji dziennikarskich i ekspertów w dziedzinie technologii cyfrowej, którzy proponują urządzenia chroniące. Ale najważniejsza jest higiena życia codziennego, która pozwoli nam zapobiec takim działaniom. W przypadku senatora Brejzy pojawiła się informacja o tym, że wyłączanie telefonu powoduje, że zbudowane łącze do tego telefonu traci swoją skuteczność i trzeba dokonywać kolejnego ataku. Jeśli ktoś ma takie obawy, to niech po prostu wyłącza telefon i włącza znowu.

współpraca Karol Ikonowicz