Jeszcze na początku tygodnia wszystko wskazywało na to, że Słupsk nie będzie miał żadnej choinki, choć to była miejska tradycja.

Prezydent miasta nie chciał wydawać pieniędzy na żywe, cięte drzewko. W ubiegłym roku kosztowało ono Słupsk 35 tys. zł.

Robert Biedroń tłumaczył, że woli wydać pieniądze na remonty mieszkań komunalnych niż na choinkę, którą szybko trzeba wyrzucić.

Jednak jego decyzja o oszczędnościach wywołała burzę wśród mieszkańców i w mediach. Na Roberta Biedronia spadła fala olbrzymiej krytyki, że walczy z tradycją, a w internecie ruszyła fala hejtu.

Ale Robert Biedroń zdania nie zmienił. Tę okazję wykorzystali: bizneswomen oraz krytycy prezydenta Słupska.

Tak więc miasto będzie miało na głównym placu aż dwa drzewa. Pierwsze, sztuczne kupiła już właścicielka sieci aptek. Sztuczna choina w częściach dotarła z Poznania, gdzie ją dziś dekorowano.

- Nie otrzymaliśmy jej na własność, bo już nie było takiej możliwości. Jednak jesteśmy bardzo zadowoleni, bo mamy ekologiczną choinkę, która po świętach nie trafi na śmietnik i nic nas nie kosztowała – powiedziała „Głosowi Pomorza" Krystyna Danilecka-Wojewódzka, zastępca prezydenta Słupska.

Ale to nie koniec. W przyszłym tygodniu na placu przed słupskim ratuszem stanie żywa, cięta choina ufundowana przez przeciwników Biedronia.

- To nie chodzi o jakieś bicie piany, ale o to, aby prezydent postępował zgodnie ze słupską tradycją, gdy żywa choinkę odpalano 6 grudnia – mówił "Głosowi Pomorza" jeden z fundatorów żywego drzewka.