Ostatecznie okazało się, że w wózku nie było dziecka, ale wyjaśnienie tej sprawy poprzedziła zakrojona na szeroką skalę akcja, w którą zaangażowano wiele ekip ratunkowych. 

Do incydentu doszło w dzielnicy Ruoholahti. Wieczorem, 31 października, na telefon alarmowy zadzwoniła osoba, która poinformowała, że dwóch młodych mężczyzn wrzuciło dziecięcy wózek do kanału.

Komendant straży pożarnej w Helsinkach Markku Holopainen relacjonował, że natychmiast we wskazany rejon skierowano ekipy ratunkowe kilku służb - w tym m.in. dwie łodzie Straży Granicznej, helikopter, ambulans, cztery jednostki straży pożarnej i co najmniej dwie jednostki policji.

- Świadkowie mówili, że dwóch młodych mężczyzn wepchnęło wózek do kanału. Nie wiedzieliśmy, czy w wózku było dziecko - tłumaczył Holopainen.

Kiedy okazało się, że wózek był pusty, komendant straży pożarnej nie ukrywał złości. - Przez ponad godzinę wszystkie dostępne ekipy ratunkowe skierowaliśmy do tej sprawy. Nurkowie przeszukiwali dno kanału, wydobyliśmy też wózek. Nie znaleźliśmy dziecka. Wózek był pusty - przyznał. I dodał, że takie fałszywe alarmy niepotrzebnie angażujące służby ratunkowe zawsze go irytują.

Komendant przyznał, że takie sytuacje nie zdarzają się często, ale - zwłaszcza zimą - zdarza się, iż nad brzegiem zamarzniętego jeziora znajdowane są dziecięce ubranka i "nikt nie wie co się wydarzyło". W takiej sytuacji służby podejmują działania. - Ale celowe wpychanie dziecięcego wózka do wody to coś co zdarza się niezwykle rzadko - dodaje. I przyznaje, że nie przypomina sobie podobnej sprawy.

Stołeczna policja poinformowała, że w związku ze sprawą nie postawi nikomu zarzutów, a dwaj mężczyźni, którzy wepchnęli wózek do wody nie są podejrzani o popełnienie żadnego przestępstwa.