W czwartek pod zarzutem zabójstwa matki sąd na warszawskiej Pradze Południe aresztował 45-letniego Roberta P. jednego ze stołecznych strażników. Co mogło się stać, że funkcjonariusz mógł dopuścić się takiej zbrodni?
Komendant Zbigniew Leszczyński :
Nie wiem, sam jest zszokowany tą sprawą. Nigdy dotąd w ponad 20-letniej historii warszawskiej straży nie było takiego przypadku. Robert P. przepracował u nas niemal 20 lat. Ostatnio w oddziale na Woli, gdzie zajmował się wykroczeniami związanymi z parkowaniem. Był wielokrotnie nagradzany. Ma stopień młodszego inspektora. Zdarzały też mu się jakieś drobne wpadki. Ale to może przytrafić się każdemu.
W mediach pojawiała się informacja, że mężczyzna w przeszłości leczył się psychiatrycznie. Jak więc było możliwie, że normalnie pracował w straży?
Nic nie wskazywało, że z tym człowiekiem dzieje się coś złego. Gdyby były takie symptomy to zostałby wysłany na badania.
Jak każdy funkcjonariusz co dwa lata musiał przechodzić okresowe badania m.in. u psychologa, które są podobne jak w policji.
Lekarze orzekali, że ten strażnik jest zdolny do służby do 2015 roku.
Były przypadki, by lekarze nie dopuścili strażnika do służby? Z jakich powodów?
Takie przypadki zdarzają się niezwykle rzadko. W ostatnich latach było ich dosłownie kilka z armii 1,7 tys. osób zatrudnionych w straży.
Z jakich powodów lekarze nie dopuszczają ludzi do służby?
Tego oficjalnie nie wiemy. W informacji medycznej pojawia się jedynie sucha stwierdzenie, o tym że ktoś nadaje się lub nie do tej służby.
Co dalej z Robertem P.? Wciąż jest funkcjonariuszem straży?
Jeszcze jest. Ale czekam tylko na informację z prokuratury o tej sprawie i potem zwolnię go dyscyplinarnie. W takiej sytuacji jak ta, prawo mi na to pozwala.
Nawet bez wyroku sądowego?
Nawet.