Zarzuty usłyszeli Krzysztof G., dyrektor Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej, i jego podwładna Barbara K. Prokuratura obciąża ich odpowiedzialnością za nieprawidłowości w administrowaniu budynkiem.

Lista jest długa. To m.in. brak wymaganych przeglądów, kontroli okresowych i ekspertyz dotyczących konstrukcji bloku. Poza tym urzędnicy nie zadbali o zapewnienie mieszkańcom możliwości ewakuacji w razie zagrożenia i nie zgłosili odpowiednim służbom, że zmienia się sposób użytkowania budynku (wcześniej przez lata mieścił się tam hotel robotniczy). Grozi im do ośmiu lat więzienia.

– Podejrzani nie przyznali się do winy i skorzystali z prawa do odmowy składania wyjaśnień – informuje Małgorzata Wojciechowicz z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.

"Rz" próbowała porozmawiać z Krzysztofem G. Nie znalazł jednak dla nas czasu. O sprawę zapytaliśmy jego zwierzchnika.

– Odmawiam wszelkich komentarzy. O zarzutach nie słyszałem – ucina Andrzej Jędrzejewski, zastępca burmistrza Kamienia Pomorskiego. Tragiczny pożar wybuchł 13 kwietnia ubiegłego roku, w drugi dzień świąt wielkanocnych.

Ogień pojawił się na korytarzu i błyskawicznie rozprzestrzenił w całym budynku. Jak się później okazało, blok w dużej części był skonstruowany z łatwopalnych materiałów. Zginęły 23 osoby. Początkowo sami mieszkańcy mówili o podpaleniu. Biegli orzekli jednak, że przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej. Spalony budynek nie został odbudowany. Pogorzelcy zamieszkali w dwóch nowych blokach. Wzniosła je gmina za pieniądze przekazane głównie przez rząd.