Samorządy mają udziały w kilkudziesięciu spółkach zatrudniających w niektórych wypadkach nawet po kilka tysięcy osób. Część z nich od kilku lat jest w likwidacji. Zdaniem ekonomistów wiele z ich zadań już dawno powinny przejąć prywatne firmy.

– Publiczne spółki nie są w stanie ściągnąć menedżerów, bo je na nich nie stać, nie obniżają kosztów, bo po co, skoro i tak mają zapewnione zlecenia, wreszcie, zamiast poprawiać, przyczyniają się do pogarszania konkurencyjnego, wolnego rynku – wylicza Rafał Antczak, partner Deloitte.

[srodtytul]Prywatyzacja musi objąć także samorządy[/srodtytul]

Rząd zapowiada masową prywatyzację państwowego majątku. Niestety, plany te nie obejmują spółek, w których udziały mają urzędy miast i gmin. Tam zaś panują zwyczaje rodem z poprzedniej epoki. Samorządowcy ciągle jeszcze budują domy, utrzymują tereny sportowe i rekreacyjne, projektują nieruchomości, a nawet prowadzą salony spa – jak chociażby Wrocławskie Centrum SPA mieszczące się w budynku dawnej łaźni miejskiej, salony gier – Bingo w Katowicach, i np. produkują programy dla telewizji – to z kolei w Poznaniu.

– To nie jest domena samorządów – uważa Krzysztof Rybiński, partner Ernst & Young. – Miasto powinno pilnować porządku i dbać o edukację, a wszystko inne wcześniej czy później i tak przejdzie w ręce prywatne.

Rybiński dodaje, że sprzedaż spółek o innym charakterze działań niż wymienione przez niego wymusi kryzys. – Podobnie jak w przypadku budżetu państwa, w którym rząd musi ciąć wydatki i szukać sposobów na zwiększenie dochodów poprzez sprzedaż państwowego majątku, także w budżetach samorządów konieczne będą identyczne posunięcia – mówi partner E&Y.

[srodtytul]Przede wszystkim usługi dla mieszkańców[/srodtytul]

Zdaniem Andrzeja Rzońcy z Forum Obywatelskiego Rozwoju koronną działalnością samorządów jest obsługa mieszkańców i na tym powinny one się skupić.

– Przy tak ogromnej skali prowadzenia przez samorządy spółek z najdziwniejszych dziedzin nieefektywność działania tych ostatnich musi być bardzo duża – mówi Rzońca. – Zarządzanie przez urzędników przedsiębiorstwami nie służy ani spółkom, ani miastu. Gdyby zostały one sprzedane, zyskałyby możliwość ściągnięcia z rynku profesjonalnego menedżera, a do kasy samorządów wpłynęłyby pieniądze z ich sprzedaży.

Zdaniem ekonomisty, jeśli taki stan, jaki panuje obecnie, utrzyma się dłużej, firmy w końcu wypadną z rynku, zbankrutują, a miasto straci majątek.

[srodtytul]Urzędnik w spa[/srodtytul]

A do sprywatyzowania jest sporo. Po największym warszawskim samorządowym latyfundium liczącym 44 firmy kolejnym jest Poznań z 22 spółkami należącymi w całości lub części do miasta. Tak jak w każdym innym przypadku można wśród nich znaleźć takie, które powinny działać w całości w sektorze prywatnym.

[wyimek]44 spółki w tylu firmach ma udziały samorząd Warszawy[/wyimek]

Są to m.in. Centrum Obsługi Biznesu, C&M Biuro Projektów Wojciecha Heremzy, Dalkia, zajmująca się opracowywaniem kompletnej dokumentacji budowlano-wykonawczej dla zadań inwestycyjnych, rozwojowych oraz remontowych, czy Telewizja Kablowa.

Stosunkowo najmniejsze latyfundium mają Katowice. Spółek z większościowym udziałem miasta jest tam pięć, a mniejszościowym siedem. Ciekawostką jest, że wśród tych ostatnich znajduje się Bingo – centrum prowadzące salony gier. Podobna skala jest w Gdańsku. Spółek podległych miastu jest dziewięć, a pracuje w nich ok 1,76 tys. ludzi.

Fundusze ujawniły się z kolei w Szczecinie. Działa tam np. Fundusz Wspierania Rozwoju Gospodarczego Miasta, którego szef zarabia 11,57 tys. zł miesięcznie. Dziwnym tworem jest też Krakowski Holding Komunalny, który sprawuje nadzór właścicielski nad 20 spółkami, pracuje w nich ponad 5100 ludzi. W zarządach i radach nadzorczych zasiadają 54 osoby.

[srodtytul]Przechowalnia dla rodziny [/srodtytul]

– Takie spółki to świetne miejsce pracy dla kuzynów królika – uważa Rybiński. – Większość z nich non stop jest na zwolnieniu lekarskim, ale ruszyć ich oczywiście nie można.

Rafał Antczak, partner Deloitte, zwraca uwagę, że funkcjonowanie tego typu spółek jest jedną z przyczyn rozrostu administracji w naszym kraju. – A to z kolei mnoży koszty budżetowe i ekonomiczne – wyjaśnia ekspert. – Takie firmy nie konkurują w warunkach rynkowych, nie przyczyniają się więc do poprawy jakości i konkurencyjności cenowej. W konsekwencji koszty ich funkcjonowania są wyższe, niż mogłyby być. Antczak podkreśla, że każda usługa czy zlecenie, jakie zamawia samorząd, powinno odbywać się w drodze konkursu i trafiać na rynek, bo tylko wtedy można mówić o zdrowych zasadach ekonomicznych.

Niestety, ciągle czekamy na poważną reformę administracji publicznej w tym kraju, bo za taką nie można uznać obcięcia o 10 proc. zatrudnienia w państwowym sektorze. Tym bardziej że cięcia najczęściej przeprowadzono nie w taki sposób, jak to zapowiadał szef doradców ekonomicznych premiera Michał Boni. Zamiast zostawić najlepiej przygotowanych do pracy w administracji, zwalniano osoby z najkrótszym stażem.

[ramka][srodtytul]Prezydenci dorabiają do pensji, zasiadając w radach nadzorczych[/srodtytul]

Największe bizancjum, jeśli chodzi o spółki, zakłady i firmy, jakie pod swymi skrzydłami utrzymuje samorząd, posiada oczywiście miasto stołeczne Warszawa. Udziały stolica ma w 44 podmiotach, w tym 30 to spółki z większościowym udziałem miasta. Trzy z nich znajdują się już w likwidacji, w tym Królewski Port Żerań od czterech lat. Oprócz wodociągów, przedsiębiorstwa energetyki cieplnej czy TBS są wśród nich np. Przedsiębiorstwo Robót Elewacyjnych Budownictwa Warszawa czy Stołeczne Przedsiębiorstwo Usług Plastycznych i Wystaw Artystycznych WAREXPO. W tych 30 spółkach, w których Warszawa ma większościowe udziały, pracuje 17 322 osoby. Zarządów jest 27, a stanowiska członków piastuje w nich 51 osób. Kolejne 132 osoby zasiadają w radach nadzorczych, z czego 96 to przedstawiciele urzędu miasta, 34 reprezentują pracowników, a kolejne dwie to przedstawiciele innych udziałowców. Wynagrodzenia szefów tych jednostek sięgają od 2 do blisko 20 tys. zł miesięcznie.

Katowicki samorząd sprawuje pieczę w całości nad pięcioma spółkami zarządzającymi wodociągami, budynkami i komunikacją miejską. Poza tym ma udziały w siedmiu innych firmach, choć do niedawna był współudziałowcem ośmiu przedsiębiorstw. Jedno udało się sprzedać. Wśród firm z udziałami miasta znajduje się jednak jeszcze np. Centrozap SA – holding produkcyjno-handlowo-inwestycyjny, który już dawno powinien jako prywatna firma konkurować na zasadach rynkowych w przetargach krajowych i międzynarodowych.

Gdańsk z kolei posiada dziewięć spółek. Oprócz najliczniejszego, jeśli chodzi o liczbę pracowników – 1448 osób – Zakładu Komunikacji Miejskiej, aż dwie zajmują się przygotowaniami do Euro 2012. Jedna to Biuro Inwestycji Euro Gdańsk 2012, w której pracuje 30 osób, a druga, niewiele różniąca się nazwą – Gdańskie Inwestycje Komunalne Euro 2012 – zatrudnia obecnie 45 pracowników. Ciekawa sytuacja jest także w Poznaniu. Tamtejszy urząd miasta ma 100 proc. udziałów w trzech firmach, z kolei w dziesięciu innych udziały samorządu nie przekraczają 50 proc. W jednej z tych spółek – Międzynarodowych Targach Poznańskich – w radzie nadzorczej zasiadają prezydenci miasta Ryszard Grobelny i Tomasz Kayser. Trzecią osobą wchodzącą w skład rady jest rektor tamtejszej Akademii Ekonomicznej Marian Gorynia. [/ramka]