Biuro prasowe sądu okręgowego wyjaśnia, że może sędzia został poinformowany o treści wcześniejszego wyroku przez pełnomocników stron (obie sprawy dotyczyły tych samych przedsiębiorców i tej samej inwestycji), ale nie pamięta, czy uzasadnienie sporządził w całości osobiście, czy też korzystał z projektu asystenta.

Czytaj także: Skończyć z wyrokami kopiuj–wklej 

Dodajmy, że nie chodzi o drobną sprawę, ale o kilkanaście milionów złotych, a prokuratura wszczęła dochodzenie.

– Wygląda na to, że druga z tych spraw w ogóle nie została osądzona – ocenia Jerzy Naumann, adwokat zajmujący się kwestiami etycznymi prawników. – Uzasadnienie wyroku jest sprawozdaniem z całego procesu poprzedzającego zindywidualizowane rozstrzygnięcie. Musi być ono rzetelne i kompletne, a więc samodzielne i oddające samodzielny proces myślowy sędziego. Jeśli fragmenty lub całość rozstrzygnięcia zostały skopiowane, to wyrok powinien zostać uchylony, a sprawa ponownie rozpatrzona. O odpowiedzialności sędziego wypowiedzą się właściwe organy dyscyplinarne – dodaje mec. Naumann.

To niestety nie pierwszy przypadek kopiowania przynajmniej części wyroków.

– Raz spotkałem się z podobną sytuacją, choć nie tak bulwersującą, kiedy metodą kopiuj–wklej z aktu oskarżenia powstało uzasadnienie wyroku karnego. Wyrok został uchylony – mówi „Rz" adwokat Zbigniew Krüger. – W tej sprawie powiedzieć, że doszło do skandalu, to nic nie powiedzieć. Wątpliwości powstają także w przypadku wyroku zapadłego wcześniej, gdyż jeżeli uzasadnienie nie było dostępne w portalu orzeczeń, musiało zostać wprost przekazane inaczej, a to świadczy albo o braku bezstronności, albo delikatnie mówiąc, niefrasobliwości autora uzasadnienia. Rozumiem, że sędziowie rozmawiają o bieżących sprawach, omawiają problemy prawne, ale skopiowanie uzasadnienia sprawia wrażenie, że treść wyroków mogła być uzgodniona, a już samo takie wrażenie to rysa na wizerunku wymiaru sprawiedliwości. Nieco łagodniej patrzy na sprawę sędzia Aneta Łazarska z warszawskiego sądu okręgowego:

– To przykra sprawa. Problem polega na tym, że sędziowie piszą setki uzasadnień. Mam w tygodniu sesję, naradę, dyżur, jeden dzień na przeczytanie sesji i jeden na napisanie nieraz ośmiu uzasadnień. Wszyscy dokładnie wiedzą, że projekty przygotowują asystenci, którzy też piszą pod presją czasu. Sędzia nie ma możliwości sprawdzenia wszystkiego. Wniosek jest jeden, uzasadnień powinno być mniej i należy pisać krócej. Wszyscy prawnicy, adwokaci i sędziowie powinni bezwzględnie zacząć w końcu debatę o sposobie pisania, argumentacji, gdyż jakość pism i uzasadnień drastycznie się obniżyła.

To nie pierwsza taka sprawa. Przed siedmioma laty do Fundacji Helsińskiej zwrócił się pełnomocnik przedsiębiorcy, który miał kilka spraw gospodarczych, i stwierdził, że duża część uzasadnień orzeczeń jest identyczna z wydanymi przez innych sędziów. Zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu rażącego uchybienia obowiązkom służbowym, ale ta odmówiła śledztwa. Poskarżył się na to postanowienie, a sąd karny uznał, że wykorzystanie nawet znaczących fragmentów innego uzasadnienia jest tylko „wyrażeniem tożsamego poglądu".

O problemie „nieautentyczności" wyroków było też głośno przed dwoma laty, kiedy ujawniono, że osoby niebędące sędziami na podstawie umów o dzieło pisały projekty orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego w kilku sprawach, ale jak wyjaśniał wtedy ówczesny wiceprezes TK Stanisław Biernat, osoby te nie przygotowywały projektów orzeczeń ani uzasadnień, tylko zbierały materiały i dokonywały analiz prawnych potrzebnych sędziom do rozstrzygnięcia. Nawet jednak w tamtej sprawie pojawiły się wątpliwości, czy podpisani pod tamtymi orzeczeniami są w pełni ich autorami.

Autopromocja
Historia Uważam Rze

Teraz z darmową dostawą i e‑wydaniem gratis!

ZAMÓW