Pod tymi skrawkami zionie pusta przestrzeń. Nie całkiem neutralna, bo cieniowana, rysowana światłem i mrokiem. Niespodziewanie okazuje się, że to, co dzieje się poza obrazem, zasługuje na nie mniejszą uwagę.

Takie wnioski płyną z najnowszego cyklu prac Jana Berdyszaka zatytułowanego „Reszty reszt”. To jeden z artystów, którzy nieustannie mnie zadziwiają, inspirują i… sprawiają wizualną przyjemność.

Lat 75, poznaniak, profesor ASP, od dziesięcioleci zajmuje się „abstrakcją znaczącą”. A może lepiej ją nazwać symboliczną? Wydaje się, że w takim określeniu tkwi sprzeczność. Ale nie dotyczy to twórczości Berdyszaka. Jego z pozoru nieprzedstawiające kompozycje odnoszą się do konkretnych tematów: pojęcia całości i fragmentu, ciemności, przestrzeni, przezroczystości.

Berdyszak potrafi przełożyć zagadnienia filozoficzne i naukowe na język plastyki. Co jeszcze bardziej godne podziwu, robi to równie atrakcyjnie, co logicznie.

Przypomnę, że twórcę od dawna intrygowało pojęcie detalu – nic niemówiąca cząstka, wyabstrahowany detal, wyrwany z kontekstu i pozbawiony sensu element. Ku zaskoczeniu widza Berdyszak dowartościowuje strzępy, szumy, zlepy. Odkrywa je jako samodzielną wartość, jak kiedyś Białoszewski w poezji.

Rozpoczęty cztery lata temu cykl „Reszty reszt” także dotyka spraw i zjawisk marginalnych. W ujęciu poznańskiego autora całość – czyli wartość na ogół postrzegana jako nadrzędna – jawi się jako nieistotna magma pozbawiona cech charakterystycznych.

Berdyszak proponuje odwrócenie zwyczajowo przyjętej perspektywy. Jego zdaniem pojedyncze byty nie istnieją w oderwaniu od struktury całości. Żeby zrozumieć rzeczywistość, można się zanurzyć w wybranym okruchu życia czy materii. Przez dziurę w życiu można znaleźć jego sens.

[i]Jan Berdyszak „Reszty reszt”, Art NEW media, ul. Krakowskie Przedmieście 41, wystawa czynna do 12.03[/i]