Ja też oglądam niektóre obiekty ze wzruszeniem – kiedyś miałam, potem oddałam innym. Dla mojego pokolenia chodziło o wyłapywanie co celniejszych plakatów na gorąco.
Młodzi – jak wspomniana kolekcjonerka – podchodzą do nich jak do historii sztuki. My postrzegaliśmy plakaty jako okruchy codzienności – fajne, dowcipne, fascynujące wizualnie, lecz przecież niewiele warte w finansowym sensie. Każdego było na nie stać.
W Galerii Grafiki i Plakatu można je było wtedy kupić za 20, góra 100 zł. Teraz ten, kto nie pozbywał się lekkomyślnie zestawu (jak niżej podpisana), ma fortunę. Zwłaszcza gdy zachował okazy niskonakładowe czy z różnych, najczęściej politycznych, względów skazane na szybką likwidację.
Mniejsza jednak o cenę – miniprzegląd w Galerii GP przywołuje kultowe ekranowe dzieła. Kilkadziesiąt plakatów – to powód do podwójnej dumy. Z racji znakomitych, ponadczasowych filmów naszych reżyserów. Z powodu znakomitych, ponadczasowych reklam im towarzyszących. Dziś tym wyraźniej widać, jak wiele zawierały aluzji do socsystemu.
Patrzę na „Misia" Barei – toż to na kilometr czytelna kontrpropaganda! Andrzej Pągowski zakleił mordę „misia na polską miarę" plastrami. Żeby jak wszyscy nie mógł pyskować. Tło? Rok 1980, apogeum solidarnościowo-strajkowego wrzenia.
O rok późniejszy projekt tego samego autora: „Człowiek z żelaza" Wajdy. Wersja francuska, bo film dostał Złotą Palmę w Cannes. Pągowskiemu udał się skrót plastyczny i znaczeniowy – biała, pomięta koszula z odciśniętym na jej tle czerwonym kształtem ciała.
Jest w tym wszystko – polska flaga, krwawy stempel, ramiona tak jakoś wykręcone, że przywodzą na myśl tortury ukrzyżowanego, ludzkie cierpienie. Czy można się dziwić, że ta praca stała się symbolem zrywu lat 1980 – 1981? Oj, nie lubili jej za to komuniści...
Rejs Krzyżaków po Ziemi Obiecanej, Galeria Grafiki i Plakatu, Warszawa, ul. Hoża 40, wystawa czynna do 10 maja