Ich prace podejmują problemy światowych metropolii, mówią o architekturze i urbanistyce. Wizje bywają subiektywne, socjologiczne, utopijne i antyutopijne. W tonacji serio i buffo. Zobacz galerię zdjęć
Kadambari Baxi, architektka z Nowego Jorku, patrzy globalnie na problemy miast Zachodu i Wschodu. W interaktywnej instalacji porównuje modernizację zabytkowego dworca kolejowego CST w Bombaju z odbudową obszaru Ground Zero w Nowym Jorku, czyli przywracaniem miastu zniszczonej strefy na Manhattanie po terrorystycznym zamachu 11 września. Autorka zbliża się do ściany wytapetowanej fotografiami obu miast ze smartfonem i demonstruje, że w każdej chwili można przez ZUMI połączyć się z tymi placami budowy i zobaczyć, na jakim są etapie. Ta praca dotyczy transformacji i przyszłości metropolii, ale i zachowania pamięci o przeszłości.
Brytyjski artysta Stanza także szuka syntezy współczesnego życia, obserwując kilkadziesiąt miast świata równocześnie. Umożliwia mu to multitabletowa instalacja. Jej tytuł wyjaśnia wszystko: „Zurbanizowane pokolenie: Próba wyobrażenia świata z perspektywy wszystkich na raz". Instalacja pozwala w czasie rzeczywistym podpatrywać on-line obrazy rejestrowane przez kamery przemysłowe w wielu krajach. Oto niezbity dowód, że żyjemy w społeczeństwie nieustannie obserwowanym. Orwellowskie oko „Wielkiego Brata" oznacza obecnie technologiczną totalną inwigilację.
Jacek Staniszewski tworząc przed dziesięciu laty wielki billboard „Dzikie życie wchłania nas" miał inną wizję niekontrolowanego wzrostu miast. Architektura kamiennych wielkomiejskich pustyni przypomina według niego olbrzymi basen, w którym człowiek porusza się niczym pływak, nie znający celu.
Zbigniew Libera na wielkoformatowej fotografii „Lekcja historii" (2012) przedstawia mężczyzn na koniach - współczesnych Jeźdźców Apokalipsy na tle opuszczonego bloku w pomorskim miasteczku Borno-Sulinowo, które w latach 1945-92 było bazą wojsk Armii Czerwonej. Po wyjściu Rosjan z Polski, teren ten stał się strefą cywilną. Praca Libery pokazuje zmianę architektonicznego pejzażu, a zarazem pełni rolę symbolu politycznych przemian.
Inaczej oswajają przeszłość Julita Wójcik i Maja Ratyńska. Pierwsza przystroiła model najdłuższego sławnego falowca z czasów Gierka dla 6 tys. ludzi we własnoręcznie wyszydełkowane różowe wdzianko. Druga zaprojektowała ekologiczny „Wiatrowy ul", który można praktyczne wykorzystać jako osiedlową turbinę, przetwarzającą hulający wiatr między blokowiskami w elektryczną energię.
Większość prac jest projekcją artystycznych idei, ale bywają i dzieła zrealizowane. Najwęższy domu na świecie, czyli Dom Kereta, zaprojektowany przez Jakuba Szczęsnego, stoi na rogu Chłodnej i Żelaznej w Warszawie. A dom-statek (w tej roli stary liniowiec uratowany przed złomowaniem) - siedziba aktywistów na rzecz pokoju, tzw. „Pokojowy Pentagon" - w Nowym Jorku przy Lafayette 339 (architekt Christjan Bjone; w Gdańsku prezentuje go artystka Maureen Connor).
Dużo prac na wystawie wiąże się bezpośrednio z Gdańskiem. - Wystawa powstała w momencie, gdy trwa publiczna debata wokół projektu budowy nowej dzielnicy „Młodego Miasta" - mówi „Rz" Aneta Szyłak - dyrektor artystyczna Instytutu Sztuki Wyspa. - Znalazły się na niej projekty warsztatowe współtworzone z mieszkańcami, zainteresowanymi planami rozwoju centrum, urbanistyczne (np. prezentacja Łukasza Bugalskiego), jak i indywidualne wizje artystów.
Mirosław Bałka w interwencji „Transplantacja" umieścił kilka plexiglasowych niemal niewidocznych rur w hali wystawowej i na budynkach stoczniowych, zastępując nimi metalowe, skorodowane lub ukradzione przez złomiarzy. Artysta tym gestem odwołuje się do wizji szklanych domów, kpiąc z modernistycznych ideałów. Z drugiej strony podkreśla, że potężna niegdyś gdańska stocznia ulega na naszych oczach fizycznej degradacji.
Tereny postoczniowe dziś są miejscem pośrednim między placem budowy, a wielką ruiną. Buduje się Europejskie Centrum Solidarności i ma tu wyrosnąć nowoczesna dzielnica Gdańska - Młode Miasto. Niepokoi, czy przy okazji całkiem nie znikną poprzemysłowe obiekty, które były świadkami politycznej transformacji. Rozwój miasta ma swoje prawa, lecz czy coś jeszcze zostanie z unikalnego charakteru tego miejsca? Jest nadzieja, że dawny budynek stoczniowych warsztatów szkolnych - obecnie siedzibę Instytutu Sztuki Wyspa uda się jej kupić na własność. Trwają rozmowy w tej sprawie. Ale co z halą dawnego wydziału elektrycznego, gdzie odbywają się wystawy Alternativy. Czy miasto przyjdzie w sukurs Fundacji Wyspa? Co z innymi historycznymi postindustialnymi obiektami, coraz bardziej przypominającymi złomowiska. Na ile uratuje je projektowany park kulturowy?
Festiwal Sztuk Wizualnych Alternativa 2013 i wystawa "Do Jutra! Ideologie przestrzeni miasta i taktyki jego zamieszkania" czynne do 6 października.